niedziela, 22 czerwca 2008

Upiór w... teatrze

Premiera Polskiego Upiora odbyła się dokładnie 15 marca...tego też dnia, przechodząc w poprzek czerwonego dywanu, kupiliśmy z J. swoje bilety...na czerwiec...na 21 czerwca. Z trudem znaleźliśmy 2 miejsca obok siebie, zaryzykowaliśmy więc dostawkę.


Zdecydowanie powinno się zabronić wykupywania biletów na takie produkcje z 3 miesięcznym wyprzedzeniem! Przez ten czas, człowiek zapomina o stojącym na półce blankiecie, a kiedy już sobie przypomina oczekuje coraz więcej i więcej - słysząc zachwyty znajomych, którzy szczęśliwie bilety kupili 3 miesiące przed premierą.

Zachwycać miało wszystko: śpiew, stroje, dekoracje...a na pewno dech zapierały pieniądze, jakie na nie wydano. Sławetny spadający żyrandol za tysiące złotych, owszem spadł...a raczej zsunął się po linkach i rozbłysł iskrami starych sztucznych ogni.


Tak - nie podobało mi się! Powiem nawet więcej - po 2 godzinach rozbolała mnie głowa.
Trochę tandety, wysoki, za wysoki głos głównej Christene...dużo hałasu o mało.


Czy ta popularność to marketing? Nie wiem... mimo wszystko warto się przekonać na własnej skórze, ale przed tym, upewnijcie się, że osoba na dostawce przed wami ma mniej niż 120kg :/

Po namyśle, znalazłam jeden bardzo mocny akcent tego musicalu - to Damian Aleksander! Upiór w jego wykonaniu jest silny i wzruszający, charakteryzacja też jest boska - jak na oglądaną z 10 rzędu!

1 komentarz:

clementine_k pisze...

zupelnie mnie nie dziwi twoja opinia bejb. na pl wersje klasykow musicalowych poszlam raz - na 'koty' dokladniej rzecz biorac - i nigdy wiecej juz nie pojde. naprawde wole poczekac pare lat, wyjechac na dwa tyg do londynu i tam nadrobic co trzeba. co do nakladow finansowych: kasa nie wystarcza. a czasem nawet przeszkadza ;]