- sto lat, sto wiary nadziei i... mdłości.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prawda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prawda. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 6 lipca 2015
środa, 17 czerwca 2015
"Najgorszy człowiek na ziemi"
Pewnie gdybym przeczytała tę książkę rok temu byłabym przerażona. Dziś wiem, że Małgorzata Halber wywaliła z siebie wszystko tak, jak jest. Nie będę oceniać czy zrobiła to w dobrym czy w złym stylu, nie interesuje mnie to. Z przykrością napiszę tylko, że w ciągu ostatnich długich pięknych i okropnych zarazem miesięcy, poznałam (z oddali, ale bez dystansu) ten chory świat. Niestety. Jest jeszcze bardziej smutny niż mogłoby się wydawać.
W książce zabrakło mi jedynie bliskich (co z nimi? gdzie byli oni? gdzie są?)... Bo... za KAŻDYM "najgorszym człowiekiem na ziemi", jest jeszcze trzeźwy świat emocjonalnie zaangażowanych.
W książce zabrakło mi jedynie bliskich (co z nimi? gdzie byli oni? gdzie są?)... Bo... za KAŻDYM "najgorszym człowiekiem na ziemi", jest jeszcze trzeźwy świat emocjonalnie zaangażowanych.
wtorek, 9 czerwca 2015
wtorek, 16 września 2014
Podsiadło na co dzień
[rozradowana] - miałam właśnie świetny wywiad z Podsiadło!
W: łaaaaał z tym poetą?!
- no jak, z tym wokalistą!
W: a to nie znam.
- ...
W: łaaaaał z tym poetą?!
- no jak, z tym wokalistą!
W: a to nie znam.
- ...
#takpiękniesięróżnić
# niewiemczemunadalsięznimprzyjaźnie
#
#krakowiacytodziwacy
niedziela, 24 sierpnia 2014
akcja "zderzak"
Piękne podsumowanie tygodniowego "babskiego wyjazdu" do Sopotu - urwany zderzak na S7... Okazało się przy okazji, że mój najstarszy brat miał jednak rację - kiedy kobieta ma problem z samochodem na trasie, ZAWSZE znajdzie się jakiś mężczyzna gotowy jej pomóc!
środa, 20 sierpnia 2014
we love You Justin?
Cały koncert można podsumować jednym, acz krótkim dialogiem między mną, a moją przyjaciółką (a dodam, że bilety miałyśmy już od lutego):
KS: jakieś dziwne włosy ma, nie?!
- to czapka przecież
KS: czapka? czy kapelusz?
- kapelusz, kapelusz
KS: a no widzisz.
Dziękuję, Dobranoc :)
wtorek, 12 sierpnia 2014
smaczne kino
...są filmy, na które lepiej pójść z mężczyzną ("Prisoners"), są też takie, na które możesz pójść tylko z przyjaciółką ("Magic Mike"... twój chłopak/kumpel/kolega z pracy nie zrozumie), są momenty kiedy idzie się do kina, a nie na film (wpisz dowolny tytuł), albo takie, gdzie już na reklamach otwierasz butelkę wina (wpisz dowolny tytuł), takie na które idziesz sam (wszystko z Bradem Pittem, no sorryyy) i takie na które pójdziesz z bratem ("Pacific Rim"), takie na które lepiej aby makijaż został za drzwiami ("About Time") i TAKIE... na które lepiej pójść... najedzonym.
Klasyczny #foodporn zafundowałam sobie ostatnio dwa razy. Podczas pierwszego, wcinałam nachos z domowym guacamole, aż mi się uszy trzęsły, podczas drugiego byłam zaraz po kolacji w restauracji, serwującej wyłącznie wariacje na temat ravioli. I chyba tylko to, uratowało mnie przed podgryzaniem foteli.
The Hundred-Foot Journey
- czyli bollywood pod słońcem Toskanii
Zabawna, ciepła i bajkowa opowieść o przeznaczeniu. Pełna świeżych warzyw, starych książek kucharskich i przypraw. Romantyczny idealista wyjdzie z kina w podskokach.
Chef
- czyli wyjście awaryjne w stylu tex-mex
Pierwszy film od dawna, który nie zapomina, że istnieje coś takiego jak rzeczywistość social media, w każdej jej odsłonie. Pełen soczystego mięsa, masła, tostów, ciągnącego się sera i chrupiącej pod zębami skórki chleba. Sen o pieczonej łopatce gwarantowany!
I teraz już naprawdę nie wiem... czy po prostu jestem głodna, czy może głodna historii zakończonych happy endem...
Klasyczny #foodporn zafundowałam sobie ostatnio dwa razy. Podczas pierwszego, wcinałam nachos z domowym guacamole, aż mi się uszy trzęsły, podczas drugiego byłam zaraz po kolacji w restauracji, serwującej wyłącznie wariacje na temat ravioli. I chyba tylko to, uratowało mnie przed podgryzaniem foteli.
The Hundred-Foot Journey
- czyli bollywood pod słońcem Toskanii
Zabawna, ciepła i bajkowa opowieść o przeznaczeniu. Pełna świeżych warzyw, starych książek kucharskich i przypraw. Romantyczny idealista wyjdzie z kina w podskokach.
Chef
- czyli wyjście awaryjne w stylu tex-mex
Pierwszy film od dawna, który nie zapomina, że istnieje coś takiego jak rzeczywistość social media, w każdej jej odsłonie. Pełen soczystego mięsa, masła, tostów, ciągnącego się sera i chrupiącej pod zębami skórki chleba. Sen o pieczonej łopatce gwarantowany!
I teraz już naprawdę nie wiem... czy po prostu jestem głodna, czy może głodna historii zakończonych happy endem...
wtorek, 29 lipca 2014
poniedziałek, 28 lipca 2014
sex on the beach!
... a właściwie love! I to wielkie LOVE!
- tą rozbrajającą parę przyłapałam dziś na plaży w Sopocie!
środa, 28 maja 2014
Gym Rat
Kiedy foursquare nagradza cię badżem "gym rat", przy następnym "czekinie" pisze, że "That`s 7 straight week at Jatomi Fitness. You set a new record!", Trener Personalny przytula cię po kolejnym odczycie, zaraz potem opieprza, że znowu zrobiłeś 10km na orbitreku choć miałeś machnąć tylko 20 minut, a na basenie wykupujesz godzinną wejściówkę, po czym pływa ci się tak dobrze, że dopłata za przekroczenie czasu wynosi 11zł... to wiedz, że coś się dzieje!! #fitporn #sadłospadło
poniedziałek, 26 maja 2014
wtorek, 6 maja 2014
wtorek, 29 kwietnia 2014
poniedziałek, 14 kwietnia 2014
dieta, dzień 01
Oczywiście bez przesady, bo jedzenie to moje hobby, ale pewne zmiany czas wprowadzić! Trzymajcie kciuki!
niedziela, 13 kwietnia 2014
Narty w Livigno - 5 niezbędnych rad dla początkujących!
Kiedy 10 dni temu, na tarasie w pracy odpowiadałam na pytanie "gdzie jedziesz na ten urlop?" siedzieliśmy z kawą w krótkich rękawkach... przyznaje, nie chciało się pakować grubych swetrów i jechać na narty, które tak cieszyły, kiedy rezerwowało się wyjazd w listopadzie!
Na szczęście Livigno, nawet w kwietniu, a nawet wręcz w kwietniu! jest zachwycające! W Alpach byłam pierwszy raz, na sportowy urlop z zerowym doświadczeniem (nie licząc jednego dnia na stoku, zakończonego poważnym stłuczeniem ud o metalowe barierki...), wyciągnęła mnie doświadczona w temacie przyjaciółka. Przyjaciółka doświadczona nie w temacie stłuczeń oczywiście, a w jeździe na desce.
Jako osoba nie lubiąca organizować wyjazdów, zdaję się w tym na doświadczonych i zaufanych Innych. Jeśli też tak macie, spokojnie możecie ograniczyć swoje przygotowanie urlopu do przeczytania poniższych rad, których mi te wspomniane 10 dni temu zabrakło.
(rady przedzielone hitami z włoskiej telewizji muzycznej, które towarzyszyły nam 24/7, dla klimatu)
RADA #1
- "szamka"? jaka szamka?
Dziwisz się, że co bardziej doświadczeni towarzysze zabierają torbę jedzenia do Włoch? Jedzenie DO WŁOCH?? DO WŁOCH??? Spokojnie! Po stoku i tak jedyne o czym myślisz to powrót do pokoju, kąpiel i sen. Choć ceny w knajpach nie są wysokie, wspólne gotowanie to ogromna frajda, nie tracisz czasu na czekanie w knajpie, a przecież i tak wieczorem masz ochotę na coś innego (patrz rada nr 4). W sklepach, otwartych do 12:00, a potem średnio od 15:00 do 19:00 kup tylko szynkę parmeńską, boskie sery i aperitif! Naprawdę nie ma sensu wydawać € na paczkę makaronu, którą i tak masz w szafce w kuchni!
No ale też bez przesady, podczas tygodnia we Włoszech nie pójść na "szamkę" do prawdziwego Włocha to grzech! Polecam Wam szczególnie dwa adresy:
- La Mirage, Via Plan 201, przy przystanku Centro - na butelkę wina, dla rodzinnej atmosfery, na tortellini z szynką parmeńską, pizze o nazwie Livigno z tamtejszymi grzybami! wszystko polej koniecznie esencjonalną oliwą z chilli i tabasco!
- Bait dal Ghet, Via Plan 149 - na pizze! i niech nie zrażą Was kolejki, naprawdę warto!
RADA #2
- chcesz zostać królem wyjazdu? wystarczy jeden przedmiot!
Choć wszyscy niby wiemy, że na śniegu łatwo się opalić, połowa znajomych w sezonie, nawet z Białki Tatrzańskiej wraca z poparzonym nosem, to jednak nikt nie pamięta o sensownych kremie z filtrem. I nie mówię o faktorze 15 - który jest zazwyczaj w każdym kremie i podkładzie do twarzy; nie mówię też o 20 - którą można wziąć do Sopotu, i 30 - na tydzień na Krecie, a o regularnej 50-tce dla niemowlaków!
Zaufajcie mi na ślepo, podczas pierwszego wyjścia na stok będą się śmiali... drugiego dnia możecie spokojnie brać za porcję kremu od łebka grube pieniądze albo chociaż handlować za kolejkę przy zmywaku ;)
RADA #3
- excuse me, where is ośla łączka?
Niebieska trasa, niebieskiej trasie nie równa. Mówię całkowicie poważnie! Szczególnie, że ze szczytu Mottolino absolutnie wszystko wygląda na minimum 55 stopni nachylenia. Nie czujesz się pewnie na nartach/desce? Zjedz ze znajomymi śniadanie i jedź na oślą łączkę! Chcesz zaryzykować złamanie nogi bo nie chcesz zostawiać ekipy? Poznasz nową na wyciągu krzesełkowym! Martwisz się, że ominą Cię magiczne widoki? .... Hahahahaha!
RADA #4
- "follow me to the apres-ski" ;)
Jeju no... Nawet nic więcej nie powiem, poza tym, że MUSICIE tam pójść. Najlepiej między 16:00, a 18:00, bo sam bar zamyka się o 20:00 ... serio! nie chcecie ominąć TAKIEJ imprezy!!
RADA #5
- "no no, no no no no, no no there's no limit"??
Livigno to strefa bezcłowa. ... ciśnienie podskoczy pewnie nie jednemu z Was, na myśl o ulubionym alkoholu w połowie ceny, który można przywieźć w prezencie zamiast koszulki, kubka lub magnesu na lodówkę. Ale uwaga! Ryzyko jest za duże, a jak pewnie się domyślacie, celnicy za tunelem szczególnie upodobali sobie samochody z Polski.
Możecie wziąć na głowę 1 litr alkoholu powyżej 20% i 2 litry alkoholu poniżej 20%. Warto wiedzieć przed zakupami, bo potem pozostaje albo wylać, albo... wypić przed powrotem! Auć!
To jak?! Do zobaczenia za rok w Livigno?!
piątek, 28 marca 2014
6 urodziny blogaska
Za każdym razem kiedy uzmysławiam sobie tę rocznicę jestem w szoku. Bez wykrzyknika i bez specjalnego szału, ale kiedy 6 lat temu w mieszkaniu na puławskiej w Warszawie zrobiłam pierwszy wiosenny kolaż zdjęć nie przypuszczałam, że "blogasek" jak od samego początku go nazywam, będzie trwał tyle lat. Choć w internecie nic przecież nie ginie, prawda?
Rzadko się tutaj zwierzam, najczęściej wyrażam się poprzez obrazy i jedno, wyrwane z kontekstu zdanie, ale to przecież jak ze wspomnieniami! Wystarczy błysk, aby przypomnieć sobie całe pokłady emocji, jakie towarzyszyły tej konkretnej chwili. Stąd więcej ochów i achów niż posępnych wynurzeń.
Tym bardziej cieszę się, że jest tu kilka osób, które, mimo że nasze drogi się rozeszły lub rozchodzą w sposób naturalny, zaglądają na yonska.blogspot.com i piszą, już prywatnie:
"znowu zaniedbujesz blogaska!" - dziękuję za to :)
W ramach świętowania, przesyłam trochę pozytywnej motywacji w postaci wykładu Pana Jacka Walkiewicza! Warto!
Rzadko się tutaj zwierzam, najczęściej wyrażam się poprzez obrazy i jedno, wyrwane z kontekstu zdanie, ale to przecież jak ze wspomnieniami! Wystarczy błysk, aby przypomnieć sobie całe pokłady emocji, jakie towarzyszyły tej konkretnej chwili. Stąd więcej ochów i achów niż posępnych wynurzeń.
Tym bardziej cieszę się, że jest tu kilka osób, które, mimo że nasze drogi się rozeszły lub rozchodzą w sposób naturalny, zaglądają na yonska.blogspot.com i piszą, już prywatnie:
"znowu zaniedbujesz blogaska!" - dziękuję za to :)
W ramach świętowania, przesyłam trochę pozytywnej motywacji w postaci wykładu Pana Jacka Walkiewicza! Warto!
środa, 29 stycznia 2014
moja walentynka
... czyli idealny plan na święto zakochanych 2014 - drugi sezon serialu "House of Cards" już 14 lutego!
Bo jak sugerowałam wczoraj...
Bo jak sugerowałam wczoraj...
- podziękowania dla D. za grafikę ;)
poniedziałek, 23 grudnia 2013
sobota, 7 grudnia 2013
niedziela, 18 sierpnia 2013
Subskrybuj:
Posty (Atom)

















