To już powoli taka mała tradycja, że co kilka miesięcy zgraną i sprawdzoną paczką wyjeżdżamy na dłuższy weekend odetchnąć od rzeczywistości! Inni wybierają piasek i prażenie się na słońcu, my miejski tłok... ze słońcem i piaskiem.
Kiedy w Warszawie płonął most łazienkowski, my spacerowaliśmy po uliczkach Barcelony, zwiedzaliśmy i obżeraliśmy się w małych knajpkach tapasami, popijając wszystko różową cavą!
Nie będę polecać Wam nic konkretnego, bo wychodzę z założenia, że i tak najlepiej jest się w obcym mieście zgubić i iść na przełaj. Tylko wtedy można natrafić na najlepsze churros, zjeść tapasy w miejscu wyglądającym jak mordownia na szmulkach, czy wejść do parku Güell od strony najpiękniejszego widoku w tej części Europy!
czwartek, 19 lutego 2015
wtorek, 10 lutego 2015
Projekt Wola: pufa na swoim miejscu
Pufa wróciła do domu! czyli... "salon" można uznać (prawie) za skończony!
Ten podnóżek, zwany też pufą lub udawanym szezlongiem, czekał na swój nowy look ponad 10 lat! warto było, uwielbiam!
Ten podnóżek, zwany też pufą lub udawanym szezlongiem, czekał na swój nowy look ponad 10 lat! warto było, uwielbiam!
niedziela, 8 lutego 2015
british breakfast in warsaw
- niedzielne śniadanie w świetnym towarzystwie ... żeby nie było, coś zielonego też się znalazło! ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)






