Za granicą uliczne granie wygląda, i odbierane jest troszeczkę inaczej. Z premedytacją nie wspominam tutaj o berlińskim metrze, żałuje że nie zrobiłam zdjęcia tym skomplikowanym, przenośnym zestawom grającym... :)
W Amsterdamie, natknęliśmy się na młodego chłopaka. Na placu zebrała się spora gromada, śpiewająca, klaszcząca w rytm. Śpieszyliśmy się aby zobaczyć miasto, więc przemknęliśmy szybko obok. Śpiewał świetnie, ale czas! czas! Kiedy po godzinie wracaliśmy tą samą drogą - śpiewał już trzeci bis, potem zaprosił z uśmiechem do kupna swojej płyty, a przez kolejne minuty rozdawał autografy. Jeśli wiecie kim jest ten chłopak - dajcie znać!
Drugiego "młodego-utalentowanego" spotkaliśmy w Paryżu. Wyglądał i brzmiał jak z listy billboardu:
Śpieszę się z podsumowaniem urlopu 2010, bo za 2 tygodnie wylatujemy na kolejny :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz