Jak dobrze po ostatnich #korpo tygodniach spędzić dzień na słodkim nicnierobieniu. Jeździć na Junckerze godzinami, wcinać cupcaksy w goodies i szukać po wystawach, urodzinowych prezentów dla siebie samej!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą alfabet. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą alfabet. Pokaż wszystkie posty
sobota, 5 czerwca 2010
ordinary saturday
Jak dobrze po ostatnich #korpo tygodniach spędzić dzień na słodkim nicnierobieniu. Jeździć na Junckerze godzinami, wcinać cupcaksy w goodies i szukać po wystawach, urodzinowych prezentów dla siebie samej!
poniedziałek, 25 maja 2009
niedziela, 5 kwietnia 2009
Ł
Dzisiejszego posta sponsoruje literka "Ł" - jak ławeczka, ława, łada, łódka, ładnie, łata, łach ... i miasto Łódź!
Pierwszy tak upalny weekend tej wiosny. Zamiast spacerować po lesie i moczyć nogi w lodowatej sadzawce - wybraliśmy się do ceglastego miasta. Łódź zaskakuje kontrastami, a właściwie tym jak chciano by aby wyglądała, a tym jak niestety wygląda.



Czas się w Łodzi zatrzymał (Księży Młyn, robotnicze podwórka...), jednak wśród murów zabytkowych już fabryk - pędzi nieubłaganie.
Pierwszy tak upalny weekend tej wiosny. Zamiast spacerować po lesie i moczyć nogi w lodowatej sadzawce - wybraliśmy się do ceglastego miasta. Łódź zaskakuje kontrastami, a właściwie tym jak chciano by aby wyglądała, a tym jak niestety wygląda.
Czas się w Łodzi zatrzymał (Księży Młyn, robotnicze podwórka...), jednak wśród murów zabytkowych już fabryk - pędzi nieubłaganie.
niedziela, 10 sierpnia 2008
T
Dzisiejszego posta sponsoruje literka "T" - jak tenisówki, telewizor, tajemnica, trasa w-z, torebki, totek, talizman ... i tramwaj!
12:49


"Obowiązują wszystkie bilety. Proszę wsiadać!" - przywitał nas konduktor, zamknęła się bramka (składająca się z 3 rurek) i przygnieceni prędkością odjechaliśmy z głową przy głośniku...

Maszynista ledwo mieszczący się na obrotowym krzesełku tylko przesuwał wajchę, wydaje mi się, że bez niego przyczepność mielibyśmy znacznie mniejszą ;)

Oczywiście kto mógł to siedział, szczęściarze trzymali się skórzanych uchwytów, a ryzykanci zapierali się ścianek. Kto by pomyślał, że zabytkowe tramwaje przysparzają tyle emocji!
Wycieczka nie miała by tyle uroku gdyby nie przewodnik, sypiący anegdotkami jak z rękawa: "proszę patrzeć na lewo...", "proszę spojrzeć na prawo..." i piosenkę zaśpiewał:
Stacja początkowa i końcowa - Placu Narutowicza. Zabytkowy pojazd objeżdża wszystkie znaczące turystycznie miejsca od Pragi i Ząbkowskiej, po Marszałkowską i Filtry.


Polecam bardzo, bo śmiechu jest mnóstwo. To takie ekspresowe spojrzenie na warszawę. Przejazd kosztuje tyle co zwykły bilet i trwa 50 minut.
Oto szczegółowa trasa:

A wszystko dzięki Miłośnikom Komunikacji Miejskiej :)
12:49
"Obowiązują wszystkie bilety. Proszę wsiadać!" - przywitał nas konduktor, zamknęła się bramka (składająca się z 3 rurek) i przygnieceni prędkością odjechaliśmy z głową przy głośniku...
Maszynista ledwo mieszczący się na obrotowym krzesełku tylko przesuwał wajchę, wydaje mi się, że bez niego przyczepność mielibyśmy znacznie mniejszą ;)
Oczywiście kto mógł to siedział, szczęściarze trzymali się skórzanych uchwytów, a ryzykanci zapierali się ścianek. Kto by pomyślał, że zabytkowe tramwaje przysparzają tyle emocji!
Wycieczka nie miała by tyle uroku gdyby nie przewodnik, sypiący anegdotkami jak z rękawa: "proszę patrzeć na lewo...", "proszę spojrzeć na prawo..." i piosenkę zaśpiewał:
"W Saskim ogrodzie koło fontanny
Jakiś się frajer przysiadł do panny
Była niewinna jak wonna lilia
Na imię miała panna Cecylia
Tak z nią flirtował aż przebrał miarę
Skradł jej całusa, ona mu zegarek
Tak z nią flirtował aż przebrał miarę
Skradł jej całusa, ona mu zegarek"
Jakiś się frajer przysiadł do panny
Była niewinna jak wonna lilia
Na imię miała panna Cecylia
Tak z nią flirtował aż przebrał miarę
Skradł jej całusa, ona mu zegarek
Tak z nią flirtował aż przebrał miarę
Skradł jej całusa, ona mu zegarek"
Polecam bardzo, bo śmiechu jest mnóstwo. To takie ekspresowe spojrzenie na warszawę. Przejazd kosztuje tyle co zwykły bilet i trwa 50 minut.
Oto szczegółowa trasa:

A wszystko dzięki Miłośnikom Komunikacji Miejskiej :)
niedziela, 3 sierpnia 2008
W
Dzisiejszego posta sponsoruje literka "W" - jak Wisła, wiara, wierność, wieloryb, wódka, wiśniówka taty, witaminy, wolność, ... i Warszawa!
Jako mała dziewczynka marzyłam o Warszawie. Jeszcze w liceum z bliskimi koleżankami (tu ukłon w stronę K. i A.) planowałyśmy jak będzie wyglądało nasze mieszkanie i jakie miejsca zwiedzimy. Miałam co tydzień chodzić do teatru, na wystawy - ogólnie czerpać ze stolicy garściami.
Mieszkam w Warszawie ponad rok i od samego początku w moje życie wdarła się proza "dorosłego" życia. Praca dom, dom praca, szkoła praca dom, szkoła dom, praca szkoła praca dom...
Jak znajduje się wolny dzień, to raczej się śpi lub jedzie do domu, niż włóczy po zakamarkach Pragi...
Ale są wydawnictwa, dzięki którym zapędy lokalnego podróżnika odpalają się na nowo:

"Do it in Warsaw" to książkowy przewodnik gazety - szczegółowy, zaskakujący, okraszony subiektywnymi opisami, wybór "atrakcji" warszawy czasem bardzo oczywisty, a czasem inspirujący - w każdym razie bardzo polecam tym, którzy uważają, że jedynym wartym obejrzenia miejscem w Warszawie są złote tarasy bleeh



Za album"Stacja Warszawa"muszę serdecznie podziękować Paniom S. i A.!
Felietony umiejscowione w scenerii Warszawy, uzupełnione świetną fotografią czyli niezastąpione dwa w jednym!




Inspirują i przypominają o dawnych planach! Chce się wyjść z domu i szukać, fotografować!
W obu książkach Agata Passent gra główną lub znaczącą role - lubię jej swobodny język, spostrzegawczość, szczerość i prostotę.

Polecam te oraz wiele innym "nowatorskich" przewodników...patrzy się na opisane w nich miasta oczami ludzi czułych nawet na najmniejsze przedmioty, a nie te rozchwytywane przez masy...a o to chyba chodzi, co?!
No chyba, że ktoś ma w domu osobistego przewodnika, który zna większość opisanych przez takie przewodniki miejsc, albo i więcej. Ale nie każdy ma takie szczęście jak ja :)
Jako mała dziewczynka marzyłam o Warszawie. Jeszcze w liceum z bliskimi koleżankami (tu ukłon w stronę K. i A.) planowałyśmy jak będzie wyglądało nasze mieszkanie i jakie miejsca zwiedzimy. Miałam co tydzień chodzić do teatru, na wystawy - ogólnie czerpać ze stolicy garściami.
Mieszkam w Warszawie ponad rok i od samego początku w moje życie wdarła się proza "dorosłego" życia. Praca dom, dom praca, szkoła praca dom, szkoła dom, praca szkoła praca dom...
Jak znajduje się wolny dzień, to raczej się śpi lub jedzie do domu, niż włóczy po zakamarkach Pragi...
Ale są wydawnictwa, dzięki którym zapędy lokalnego podróżnika odpalają się na nowo:
"Do it in Warsaw" to książkowy przewodnik gazety - szczegółowy, zaskakujący, okraszony subiektywnymi opisami, wybór "atrakcji" warszawy czasem bardzo oczywisty, a czasem inspirujący - w każdym razie bardzo polecam tym, którzy uważają, że jedynym wartym obejrzenia miejscem w Warszawie są złote tarasy bleeh

Za album"Stacja Warszawa"muszę serdecznie podziękować Paniom S. i A.!
Felietony umiejscowione w scenerii Warszawy, uzupełnione świetną fotografią czyli niezastąpione dwa w jednym!



Inspirują i przypominają o dawnych planach! Chce się wyjść z domu i szukać, fotografować!
W obu książkach Agata Passent gra główną lub znaczącą role - lubię jej swobodny język, spostrzegawczość, szczerość i prostotę.
Polecam te oraz wiele innym "nowatorskich" przewodników...patrzy się na opisane w nich miasta oczami ludzi czułych nawet na najmniejsze przedmioty, a nie te rozchwytywane przez masy...a o to chyba chodzi, co?!
No chyba, że ktoś ma w domu osobistego przewodnika, który zna większość opisanych przez takie przewodniki miejsc, albo i więcej. Ale nie każdy ma takie szczęście jak ja :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
