niedziela, 3 sierpnia 2008

W

Dzisiejszego posta sponsoruje literka "W" - jak Wisła, wiara, wierność, wieloryb, wódka, wiśniówka taty, witaminy, wolność, ... i Warszawa!

Jako mała dziewczynka marzyłam o Warszawie. Jeszcze w liceum z bliskimi koleżankami (tu ukłon w stronę K. i A.) planowałyśmy jak będzie wyglądało nasze mieszkanie i jakie miejsca zwiedzimy. Miałam co tydzień chodzić do teatru, na wystawy - ogólnie czerpać ze stolicy garściami.
Mieszkam w Warszawie ponad rok i od samego początku w moje życie wdarła się proza "dorosłego" życia. Praca dom, dom praca, szkoła praca dom, szkoła dom, praca szkoła praca dom...
Jak znajduje się wolny dzień, to raczej się śpi lub jedzie do domu, niż włóczy po zakamarkach Pragi...

Ale są wydawnictwa, dzięki którym zapędy lokalnego podróżnika odpalają się na nowo:


"Do it in Warsaw" to książkowy przewodnik gazety - szczegółowy, zaskakujący, okraszony subiektywnymi opisami, wybór "atrakcji" warszawy czasem bardzo oczywisty, a czasem inspirujący - w każdym razie bardzo polecam tym, którzy uważają, że jedynym wartym obejrzenia miejscem w Warszawie są złote tarasy bleeh




Za album"Stacja Warszawa"muszę serdecznie podziękować Paniom S. i A.!
Felietony umiejscowione w scenerii Warszawy, uzupełnione świetną fotografią czyli niezastąpione dwa w jednym!





Inspirują i przypominają o dawnych planach! Chce się wyjść z domu i szukać, fotografować!

W obu książkach Agata Passent gra główną lub znaczącą role - lubię jej swobodny język, spostrzegawczość, szczerość i prostotę.


Polecam te oraz wiele innym "nowatorskich" przewodników...patrzy się na opisane w nich miasta oczami ludzi czułych nawet na najmniejsze przedmioty, a nie te rozchwytywane przez masy...a o to chyba chodzi, co?!
No chyba, że ktoś ma w domu osobistego przewodnika, który zna większość opisanych przez takie przewodniki miejsc, albo i więcej. Ale nie każdy ma takie szczęście jak ja :)

Brak komentarzy: