czwartek, 30 lipca 2015

Instaxfamily!

Przez aparaty cyfrowe zapomnieliśmy o tym, że zdjęcia to coś naprawdę wyjątkowego! Uwielbiam te wydrukowane, choć przyznaję, że nie wywoływałam zdjęć ładnym kilka lat... Dlatego kiedy w ręce wpadł mi ostatnio wymarzony Fuji Instax, który drukuje małe i urocze prostokąciki, pojawił się lekki stresik.

Fakt, że w jednej (dodam, że całkiem drogiej) kliszy znajduje się jedynie 10 zdjęć, prowokuje do zastanowienia, co i kto na owym zdjęciu ma być, fotografii nie da się przecież powtórzyć, program automatycznie nie poprawi cieni pod oczami, nie da się jej przyciąć czy wyprostować - i to jest chyba właśnie to, za czym tęsknię - wielka foto - niewiadoma :) !


- na moich 10 kliszach wylądowała rodzina i przyjaciele!

piątek, 10 lipca 2015

czwartek, 2 lipca 2015

czwartek, 25 czerwca 2015

król...kiczu


Wracając z urlopu, namówiłam Rodziców abyśmy zajechali do Świebodzina. Tak. Marzyłam aby zobaczyć pomnik Jezusa Króla, i nie, niestety nie zrobiłam sobie #klasycznegoselfie - padało. ALE!

 ... przywiozłam do domu souvenir! Jak widać uwielbiam kicz, w każdym rozmiarze!

środa, 24 czerwca 2015

zachodniopomorskie


Cudowny urlop z Rodzicami w Dziwnowie i okolicach. Akurat przed sezonowym zgiełkiem. Z wiatrem, deszczem, palącym słońcem; bez wałkowania sercowych potknięć, czy letniego korpo przesilenia.

Reset.

środa, 17 czerwca 2015

"Najgorszy człowiek na ziemi"

Pewnie gdybym przeczytała tę książkę rok temu byłabym przerażona. Dziś wiem, że Małgorzata Halber wywaliła z siebie wszystko tak, jak jest. Nie będę oceniać czy zrobiła to w dobrym czy w złym stylu, nie interesuje mnie to. Z przykrością napiszę tylko, że w ciągu ostatnich długich pięknych i okropnych zarazem miesięcy, poznałam (z oddali, ale bez dystansu) ten chory świat. Niestety. Jest jeszcze bardziej smutny niż mogłoby się wydawać.


W książce zabrakło mi jedynie bliskich (co z nimi? gdzie byli oni? gdzie są?)... Bo... za KAŻDYM "najgorszym człowiekiem na ziemi", jest jeszcze trzeźwy świat emocjonalnie zaangażowanych.

poniedziałek, 15 czerwca 2015

"Efekt" w Teatrze Studio

Przyznaje, że cztery razy częściej niż na "imprezie", można mnie spotkać w teatrze. Nie wrzucam recenzji, bo równie często zdarza się po prostu, że... nie ma o czym pisać. Ale kiedy już podczas oklasków cieszysz się z podekscytowania, podczas powrotu do domu o niczym już nie możesz rozmawiać tylko o sztuce i jej kolejnych scenach, a przed snem przypominasz sobie "monolog z mózgiem" wiedz... że coś jest na rzeczy!


"Efekt" to bardzo współczesna i brawurowo odegrana, w każdej ze stron, sztuka o problemach współczesności. Mówi się, a ostatnio sporo czytam na ten temat (o czym pewnie napiszę niedługo), że wiek XX był wiekiem poczucia zagrożenia i paniki, za to wiek XXI spokojnie możemy  nazwać wiekiem depresji i uzależnień.


Czym jest normalność? Czy leczyć depresję czy jest może indywidualną cechą kreującą naszą osobowość? Czy da się sztucznie wykreować miłość i co ze strachem, który towarzyszy nam każdego dnia?!

Ojj warto!

niedziela, 14 czerwca 2015

czwartek, 14 maja 2015

gwiazdy instagrama cz. 3

Jeśli nie każdy ma, to każdy może mieć instagram. Ale poza zdjęciami znajomych, zdjęciami ich jedzenia, stóp na plaży czy nowej stylówki w windzie (żeby nie było że się wyzłośliwiam, sama to robię dosyć regularnie), uwielbiam obserwować insta nietuzinkowe! Oto trzy z nich, które uwielbiam:






wtorek, 5 maja 2015

but na wtorek

Podróże małe i duże, czyli nieśmiały powrót starego blogaskowego cyklu:


trampki na grubej gumie/prezent od Sz.; Koleje Mazowieckie

środa, 29 kwietnia 2015

my new handpoke tattoo


Mam słabość do tatuaży. Dwa tygodnie temu zdecydowałam się na delikatny, roślinny wzór wykonany (metodą handpoke) przez Natalię Hołub.

(wpis o pierwszym pojawił się tutaj jakieś 5 lat temu, w tym tempie, moje ciało pokryje się tatuażami jakoś w 2086 roku... Rodzice mogą odetchnąć z ulgą).

niedziela, 26 kwietnia 2015

banan na... parapecie

Na stronie Projekt Wola często wspominam o swoim zamiłowaniu do kwiatów w domu i o tym, że moje umiejętności ogrodnicze pozostawiają wiele do życzenia... ale! Staram się dbać o swoje rośliny i kiedy odwdzięczają się nowymi liśćmi, apetyt rośnie!

Kupiłam dziś bananowca w Lidlu!


 Trzymajcie kciuki! Może za 4 lata będzie koktajl z własnych bananów hyhy!

niedziela, 19 kwietnia 2015

morze zawsze po-może


 Jakoś tak się ostatnio składa, że jak czas trudniejszy w życiu, to uciekam nad morze. Na chwilę, na dzień lub dwa... nie ważne czym, byle pospacerować po molo. Zjeść zupę w Barze Przystań, śniadanie w Zatoce Sztuki albo wypić kawę w Gdańsku.


Pomaga.

sobota, 11 kwietnia 2015

klimatyczny Kraków `15

Wstyd się przyznać, ale w Krakowie byłam raz, jakieś 9 lat temu, kiedy składałam dokumenty na studia. Pojechaliśmy tam na kilka dni, aby oderwać się od...powiedzmy... korpo-wyścigu. Udało się! Głównie dzięki galeriom, wystawom, spacerom po Kazimierzu i... jedzeniu!


Jeśli już wspomniałam o jedzeniu...

Nie mogłam nie odwiedzić polecanych przez Szafę Sztywniary - Frytek Belgijskich w Krakowie (ul. Św. Wawrzyńca 16). Co by wiele nie mówić - pyszne, chrupiące, puszyste, wielkie porcje, miła obsługa i ogromny wybór sosów. O!


Drugie miejsce, napotkaliśmy całkowicie przypadkowo. Szliśmy boczną uliczką nad Wisłę, szukając przekąsek, które moglibyśmy zjeść na trawie.

Hummus Amamamusi (ul. Augustiańska 3), to klimatyczne, maleńkie królestwo hummusu. Właścicielka otwiera lokal 2 razy dziennie na kilka godzin, na oczach gości przygotowuje porcje z wybranymi dodatkami, tj. cytryna czy czosnek niedźwiedzi; zachęca do wyjścia z pojemniczkami na spacer, i zamiast wkręcać klientów w dodatkowe koszty, odsyła po chlebek do pobliskiej piekarni "Mojego Taty".


Na pewno wrócimy!

Smacznego!

środa, 11 marca 2015

Projekt Wola: #córkapszczelarza

Często zaglądam do sklepów Tiger Polska w poszukiwaniu "potrzebnych" bibelotów, tasiemek, naklejek, miseczek i wszystkich tych rzeczy, które zbierają kurz, i choć nienawidzisz odkurzać... i tak musisz je mieć! Jakiś czas temu na stronie sklepu pojawiła się zapowiedź wiosennej kolekcji produktów, a wśród nich te cuda! Półeczki w kształcie plastra miodu (30 zł za sztukę)!


Okazało się, że nie tylko ja miałam na nie ochotę, bo udało mi się je kupić dopiero w trzecim sklepie sieci i nie żółte jak planowałam, a liliowe. Przez przypadek zupełny, idealnie wpasowały się w klimat mojej sypialni z fuksjowym zagłówkiem!


Nareszcie mam gdzie odpowiednio wyeksponować moje figurki z Ćmielowa! :)

czwartek, 19 lutego 2015

Barcelona `15

To już powoli taka mała tradycja, że co kilka miesięcy zgraną i sprawdzoną paczką wyjeżdżamy na dłuższy weekend odetchnąć od rzeczywistości! Inni wybierają piasek i prażenie się na słońcu, my miejski tłok... ze słońcem i piaskiem.


Kiedy w Warszawie płonął most łazienkowski, my spacerowaliśmy po uliczkach Barcelony, zwiedzaliśmy i obżeraliśmy się w małych knajpkach tapasami, popijając wszystko różową cavą!


Nie będę polecać Wam nic konkretnego, bo wychodzę z założenia, że i tak najlepiej jest się w obcym mieście zgubić i iść na przełaj. Tylko wtedy można natrafić na najlepsze churros, zjeść tapasy w miejscu wyglądającym jak mordownia na szmulkach, czy wejść do parku Güell od strony najpiękniejszego widoku w tej części Europy!


wtorek, 10 lutego 2015

Projekt Wola: pufa na swoim miejscu

Pufa wróciła do domu! czyli... "salon" można uznać (prawie) za skończony!


Ten podnóżek, zwany też pufą lub udawanym szezlongiem, czekał na swój nowy look ponad 10 lat! warto było, uwielbiam!


niedziela, 8 lutego 2015

sobota, 17 stycznia 2015

perfect gift

... niektórzy chcąc okazać wdzięczność gotują kolację, zabierają na koncert, kupują czekoladki lub naręcza kwiatów, a niektórzy... tatuują sobie "Was" na zawsze.



- jestem dumna. Dziękuję Sz.