sobota, 19 lutego 2011

4 TattooFestival Łódź


Kluczyk w stacyjce, 2 godziny drogi, zielona opaska na rękę i... znaleźliśmy się w zupełnie innym świecie. Gdyby nie mój mały tatuaż, i spore tatuaże J. czulibyśmy się jak przybysze z innej planety. Istny kult czarnego tuszu. Niezdecydowanym na ozdabianie ciała szczególnie polecam!, w 3 minuty podejmą decyzję - zrobią na miejscu lub... nigdy.







piątek, 18 lutego 2011

torebki be my Lilou

Najpierw mały spoiler w miesięczniku Glamour, a dziś na oficjalnym profilu marki Lilou na fb pojawiły się szczegółowe informacje dotyczące nowej kolekcji spersonalizowanych gadżetów.

Po szalikach i czapkach, o bransoletkach nie wspominam, przyszedł czas na torebki.

"W sprzedaży będzie aż 6 modeli toreb, które dzięki swojej różnorodności będą odpowiednie na co dzień jak i na wieczór. W ofercie dostępne będą duże i pojemne torebki, klasyczne średniej wielkości oraz małe, wieczorowe jak te na zdjęciach. Każda z nich może zostać spersonalizowana na wiele sposobów poprzez możliwość wyboru koloru wnętrza naszej torebki, doboru długości oraz koloru rączki torebek, które są wymienne i dzięki prostemu systemowi wymiany rączek, istnieje możliwość metamorfozy torebki na dzień w torebkę na wieczór i odwrotnie. Dodatkowym atutem jest możliwość dedykacji." - wieści oficjalny komunikat.


Czy torebki będą skórzane? W jakich kolorach i czy w rzeczywistości będą równie urocze? Nie wiem. Wiem jedynie, że pod koniec marca zobaczymy je powszechnie na ulicach. Na moim ramieniu pewnie też, chyba że prorokowana przez "dwie Agaty" cena, skutecznie odstraszy...

poniedziałek, 7 lutego 2011

znaczki Rak`n`Roll


Nie dalej jak 4 dni temu wróciłam z urlopu z nowym zegarkiem, cóż... już niedługo na mojej ręce powinien pojawić się kolejny, a to wszystko z powodu mojej słabości do Endo.

Tym razem, fundacja Rak`n`Roll zaprosiła do współpracy markę S.T.A.M.P.S. a znaczki z 4 porami roku zaprojektowała sama Agata Nowicka.

W minionym sezonie fundacja współpracowała z be my Lilou, z ogromnymi sukcesami. Trzeba pomagać, a dawanie nadziei radością jest podobno najlepsze...

sobota, 5 lutego 2011

"Chcemy być nowocześni!" ale...


Wystawa polskiego designu w Muzeum Narodowym zapowiadana była od tygodni. Po wielu artykułach, apelach na branżowych blogach spodziewałam się po niej wiele. "Chcemy być nowocześni!" i chwalić się narodowymi skarbami na światowym poziomie, ale zamiast pełnych sal wypełnionych przedmiotami, które i tak kurzą się w magazynach w Otwocku, otrzymaliśmy jedną salę z eksponatami znanymi ze zdjęć i ulotek, krzesłami których i tak było zdecydowanie mniej niż na wakacyjnej ekspozycji w salonie meblowym Emilia w centrum Warszawy i ścianę pełną przypadkowych tkanin...




Choć przyznać trzeba, że osoby niezaznajomione z tematem będą usatysfakcjonowane. Kształty i wzory wydadzą im się dziwnie znajome z katalogów wielkich korporacji jak Marimekko czy Ikea. Tylko że te nasze, Polskie, zaprojektowane były pod koniec lat 50-tych.








Lekko zawiedziona, z optymizmem patrzę w przyszłość.

piątek, 4 lutego 2011

Swatch: spring-summer 2011

A może stworzę sobie nową tradycję i każdy rok zacznę od nowego zegarka? Już po raz drugi padło na Swatcha: zeszły sezon otworzyłam modelem Shine z kolekcji Colour Codes w kolorze lemon time, który niestety zgubiłam w jednym z hotelowych pokoi we Francji... Teraz zakochałam się bez pamięci w The Lady Collection:


Można przewiązać go przez nadgarstek 2-3 razy, jest miękki i romantycznie pastelowy. Mój ma kolor wspomnianego już wczoraj koloru chanel - riva, a w języku Swatcha: soft sky, o takim:

czwartek, 3 lutego 2011

Nuova 500

Bezsprzecznie chcę to autko. Jest maleńkie, wciska się w każdy zakamarek Rzymskich ulic, nie ma wysokich osiągów, za to ma tylko jeden "wyświetlacz" na desce.


Zaczęto go produkować w 1957 roku i choć zaprzestano w 1975, a w 2007 powstała nowa wersja, na ulicach Rzymu jest go mnóstwo. Jeżdżą nim młodzi hipsterzy i starsi Włosi, niektóre modele są wypieszczone, błyszczące, z oryginalnymi częściami, lecz większość, tych stojących na parkingach przy Trastevere niszczeje i rozpada się w oczach...


Nie znam się na autach, jeśli mam wybór wolę nie prowadzić, ale dla tego maleństwa, szczególnie z pierwszych lat produkcji byłabym w stanie zrezygnować z marzenia o Mini Morrisie z 1959 i dojeżdżać do pracy samochodem.


Jaki kolor? Chyba najchętniej chanel riva.

środa, 2 lutego 2011

"szoping" w Rzymie


Pojechać do Rzymu i nic nie kupić? To chyba niemożliwe! Na szczęście wolę wydawać pieniądze na jedzenie niż na ubrania (choć kilka razy przykleiłam twarz do wystawy) dlatego do samolotu wsiadam jutro z dodatkową para butów i torbą, już nie mogę się doczekać wiosny w Warszawie.

wtorek, 1 lutego 2011

"di trevi" fashion

kurtka: Pull&Bear, bluzka/spodnie/podkolanówki: h&m, koturny: kupione w Amsterdamie

Jest ciepło i jak na Wieczne Miasto stosunkowo pusta. Udało nam się wstrzelić w najlepszy turystyczny moment - między Nowym Rokiem, a Walentynkami. Szósty dzień naszego urlopu upłynął pod hasłami: karczochy (z pobliskiego targu/1,30€ za szt., gotowane na wolnym ogniu z kawałkami cytryny... chyba nie zostanę ich fanką) oraz tiramisu (najlepsze na Piazza Re di Roma w kawiarni Pompi/4€).
Czy warto zobaczyć Fontannę di Trevi w nocy? Tak!