Ostatnio zadaje sobie dużo pytań. Jak widać blogaska to także nie omija... W poszukiwaniu inspiracji kulinarnych, w miniony weekend zrobiłam sobie mały maraton z dwoma programami, wspominając przy okazji wakacje.
WŁOCHY - Nigellissima
Jakoś szczególnie za Nigellą Lowson nie przepadam, ale w tej włoskiej serii nie sili się na kokietowanie z kamerą, a skupia się na świetnych włoskich przepisach, które można zrobić w 10 minut! Risotta na 10 sposobów- nie koniecznie z użyciem ryżu, proste desery, mięsa które "same się robią" i o wiele więcej! Idealne!
"Nigellissima" przypomniało mi piękny tydzień w Rzymie, i to, jak bardzo po powrocie chciałam nauczyć się mówić po włosku!
FRANCJA - The Little Paris Kitchen
Rachel Khoo to młoda Brytyjka, która od 6 lat mieszkająca w Paryżu. W programie widać, że czuje się tam świetnie, jest naturalna, urocza i bardzo zaradna. Pokazuje, że kuchnia francuska wcale nie musi być nadęta, powiedziałabym nawet, że dzięki Khoo kuchnia francuska wydaje się dziecinnie prosta! W trakcie programu poznajemy kilka świetnych i prostych patentów na efektowne śniadania, zupy gulaszowe wydają się gotować same, a sałatki, szczególnie te z burakami i korzeniem pietruszki to istne obrazy na talerzu! Robię się głodna na samą myśl! Na mnie samej Paryż nie zrobił porażającego wrażenia, pod względem kulinarnych, modowym i turystycznym. Wolę północną Francję! W Normandii pokochałam cydr! Choć z owocami morza, rybami... nadal mam pewien problem.
Programów poszukajcie w sieci i... Smacznego!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą paryż. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą paryż. Pokaż wszystkie posty
środa, 5 grudnia 2012
sobota, 19 listopada 2011
Karl Lagerfeld
Magiczna kula z podobizną Karla Lagerfelda dostępna jest w drogeriach Sephora. Dawno nic równie pięknego nie sprawiło mi tyle frajdy. Wyjęłam ją łapczywie z pudełka jak mała dziewczynka. Stanęła obok widocznej na zdjęciu wieży Eiffla, przywiezionej rok temu z Paryża. Ekscentryk, dziwak, szanowany na całym świecie, błyszczy teraz w moim domu:
poniedziałek, 14 listopada 2011
wtorek, 26 kwietnia 2011
urban street art in Paris

Jak widać, nie tylko Polska cierpi na nadmiar, nadmiar dziur w drogach. Paryska artystka Juliana Santacruz Herrera, postanowiła zmiękczyć wyczekiwanie na drogowców. Problemu to nie rozwiązuje, ale poprawia odbiór wizualny i lekko amortyzuje:



Podobne inicjatywy pojawiają się też w Warszawie!
piątek, 7 stycznia 2011
"chłopak z gitarą..."
W naszym kraju na ulicach gra się dla kilku złotych, na "bułki z bananem" jak kiedyś przeczytałam na kartonie... ale na pewno nie dla rozgłosu, promocji czy łapania szans. No... może poza grupą koncertujących po Polsce Indian... Kiedyś mnie irytowali, teraz są wspomnieniem dzieciństwa i nieistniejącego już w moim rodzinnym mieście "manhatanu", na którym wydawałam swoje pierwsze tysiące...starych złotych.
Za granicą uliczne granie wygląda, i odbierane jest troszeczkę inaczej. Z premedytacją nie wspominam tutaj o berlińskim metrze, żałuje że nie zrobiłam zdjęcia tym skomplikowanym, przenośnym zestawom grającym... :)
W Amsterdamie, natknęliśmy się na młodego chłopaka. Na placu zebrała się spora gromada, śpiewająca, klaszcząca w rytm. Śpieszyliśmy się aby zobaczyć miasto, więc przemknęliśmy szybko obok. Śpiewał świetnie, ale czas! czas! Kiedy po godzinie wracaliśmy tą samą drogą - śpiewał już trzeci bis, potem zaprosił z uśmiechem do kupna swojej płyty, a przez kolejne minuty rozdawał autografy. Jeśli wiecie kim jest ten chłopak - dajcie znać!

Drugiego "młodego-utalentowanego" spotkaliśmy w Paryżu. Wyglądał i brzmiał jak z listy billboardu:

Śpieszę się z podsumowaniem urlopu 2010, bo za 2 tygodnie wylatujemy na kolejny :)
Za granicą uliczne granie wygląda, i odbierane jest troszeczkę inaczej. Z premedytacją nie wspominam tutaj o berlińskim metrze, żałuje że nie zrobiłam zdjęcia tym skomplikowanym, przenośnym zestawom grającym... :)
W Amsterdamie, natknęliśmy się na młodego chłopaka. Na placu zebrała się spora gromada, śpiewająca, klaszcząca w rytm. Śpieszyliśmy się aby zobaczyć miasto, więc przemknęliśmy szybko obok. Śpiewał świetnie, ale czas! czas! Kiedy po godzinie wracaliśmy tą samą drogą - śpiewał już trzeci bis, potem zaprosił z uśmiechem do kupna swojej płyty, a przez kolejne minuty rozdawał autografy. Jeśli wiecie kim jest ten chłopak - dajcie znać!
Drugiego "młodego-utalentowanego" spotkaliśmy w Paryżu. Wyglądał i brzmiał jak z listy billboardu:
Śpieszę się z podsumowaniem urlopu 2010, bo za 2 tygodnie wylatujemy na kolejny :)
niedziela, 12 grudnia 2010
smacznego!
Hot-Śledź w Amsterdamie
Śniadanie w Hadze, kanapka z serem old amsterdam i rukolą
Francuskie śniadanie w nie-francuskiej Antwerpii
Frytki z majonezem w Brugii
Krab w Dieppe
Ostrygi w Granville
Bistro w Paryżu
Czekoladowy mus w Paryżu
Falafele od Kravitza, w żydowskiej dzielnicy Paryża
Ziemniaki i kiełbaska z topionym serem w Nancy
Strasburg

piątek, 12 listopada 2010
new arrivals
sobota, 6 listopada 2010
Montmartre - maski
poniedziałek, 25 października 2010
Musée du Louvre
Gdybyście chcieli zobaczyć Luwr tak, na serio, po bożemu, zatrzymując się przy każdym obrazie, kontemplując, analizując każdą rysę, albo przynajmniej chcielibyście odgadnąć który z eksponatów jest prawdziwy, a który idealną kopią... spędzilibyście na tym ładnych kilka dni. Dlatego polecam ekspresowe zwiedzanie - nie ma co się oszukiwać. Zostaje wtedy przynajmniej sporo miejsca na marzenia i plany, że jeszcze się tam wróci :)
A takie zakamarki lubię najbardziej:
niedziela, 24 października 2010
Subskrybuj:
Posty (Atom)





