poniedziałek, 31 stycznia 2011
red dress
Antyczny Rzym zobaczyć trzeba. To klasyka, taka sama jak mała czarna, czy moja ulubiona mała czerwona. Szczególnie, że dziś wyjątkowy dzień - wszystkiego czego pragniesz, Kochanie!
niedziela, 30 stycznia 2011
siena palona
pilotka i spódnica: h&m, flanela: New Yorker/man, leginsy: Stradivariur, gumiaczki: VW for Mellisa
Pamiętacie paletę plakatówek z dzieciństwa? 12 kolorów, niby wszystko wiadomo bo trochę niebieskich, dwa zielone, różowy... a jednak każdy nazywał się jakoś tak "profesjonalnie". Spacerując po uliczkach Rzymu, wszędzie widzę tylko paloną sienę - na chodnikach w postaci leżących liści platanów, ściany budynków, chrupiąca skórka rogalików, pianka mlecznej kawy.
Moje ubranie dzisiaj oddało to wszystko + kobalt nieba i połysk pikowanych kurtek zmarzniętych Rzymian.
Pamiętacie paletę plakatówek z dzieciństwa? 12 kolorów, niby wszystko wiadomo bo trochę niebieskich, dwa zielone, różowy... a jednak każdy nazywał się jakoś tak "profesjonalnie". Spacerując po uliczkach Rzymu, wszędzie widzę tylko paloną sienę - na chodnikach w postaci leżących liści platanów, ściany budynków, chrupiąca skórka rogalików, pianka mlecznej kawy.
Moje ubranie dzisiaj oddało to wszystko + kobalt nieba i połysk pikowanych kurtek zmarzniętych Rzymian.
sobota, 29 stycznia 2011
"elegancja ubiera się w czerń"
Zastanawiałam się dzisiaj, spacerując po uliczkach wiecznego miasta, jak Oni to robią... Niby zakładają takie rzeczy jak wszyscy, kupują w tych samych sklepach, ale jakby wyglądają lepiej. Podobno klasę dziedziczą po rodzicach, mają to po prostu w genach, ale nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że chodzi o coś jeszcze... I nagle mnie olśniło: to czerń! Kolor włosów, ciemna oprawa oczu i ubrania w kolorze czarnym. To wszystko składa się na elegancję Włochów, którą próbowałam podrobić zakładając dziś czarny trencz.
piątek, 28 stycznia 2011
Jeans dobry na wszystko!
Przy niepewnej pogodzie (wg wszystkich stron i telewizyjnych zapowiedzi miało w Rzymie padać od samego rana, a o 8 obudziło nas mocne słońce) trudno założyć coś odpowiedniego.
Zabawne jest to, że w momencie kiedy my chodziliśmy ubrani tak jak powyżej, Włosi opatuleni w pikowane kurtki i czapki trzęśli się z zimna, a kiedy w końcu wieczorem zaczęło kropić, my przyśpieszyliśmy kroku i schowaliśmy aparat do torby, a Oni rozkładali parasole i biegli pod dachy.
Zabawne jest to, że w momencie kiedy my chodziliśmy ubrani tak jak powyżej, Włosi opatuleni w pikowane kurtki i czapki trzęśli się z zimna, a kiedy w końcu wieczorem zaczęło kropić, my przyśpieszyliśmy kroku i schowaliśmy aparat do torby, a Oni rozkładali parasole i biegli pod dachy.
czwartek, 27 stycznia 2011
Rzymska "szafiarka"
"Szafiarką" nigdy nie byłam, nawet nie chciałam nią być, ale dwie, 30-kilogramowe walizki ubrań, które wzięliśmy na nasz zimowy urlop w Rzymie, musiał zaowocować takimi zdjęciami. Tym bardziej, że to pierwszy dzień, pierwszy spacer wąskimi uliczkami wokół wynajętego apartamentu i pierwszy wieczór, kiedy bardziej od fal eteru i nowinek ze świata interesuje mnie widok z tarasu i pełny kieliszek wina!
sobota, 8 stycznia 2011
Strozyna - oh Yes!
Projektant Krzysztof Stróżyna dla firmy YES.
Choć projekty i kolekcja ukazała się na rynku kilka miesięcy temu, dopiero teraz zwróciłam na nie uwagę. Motyw orchidei, mocne formy, połysk. Świetne do małej czarnej lub jeansów, szczególnie te bransolety:

Choć projekty i kolekcja ukazała się na rynku kilka miesięcy temu, dopiero teraz zwróciłam na nie uwagę. Motyw orchidei, mocne formy, połysk. Świetne do małej czarnej lub jeansów, szczególnie te bransolety:

piątek, 7 stycznia 2011
"chłopak z gitarą..."
W naszym kraju na ulicach gra się dla kilku złotych, na "bułki z bananem" jak kiedyś przeczytałam na kartonie... ale na pewno nie dla rozgłosu, promocji czy łapania szans. No... może poza grupą koncertujących po Polsce Indian... Kiedyś mnie irytowali, teraz są wspomnieniem dzieciństwa i nieistniejącego już w moim rodzinnym mieście "manhatanu", na którym wydawałam swoje pierwsze tysiące...starych złotych.
Za granicą uliczne granie wygląda, i odbierane jest troszeczkę inaczej. Z premedytacją nie wspominam tutaj o berlińskim metrze, żałuje że nie zrobiłam zdjęcia tym skomplikowanym, przenośnym zestawom grającym... :)
W Amsterdamie, natknęliśmy się na młodego chłopaka. Na placu zebrała się spora gromada, śpiewająca, klaszcząca w rytm. Śpieszyliśmy się aby zobaczyć miasto, więc przemknęliśmy szybko obok. Śpiewał świetnie, ale czas! czas! Kiedy po godzinie wracaliśmy tą samą drogą - śpiewał już trzeci bis, potem zaprosił z uśmiechem do kupna swojej płyty, a przez kolejne minuty rozdawał autografy. Jeśli wiecie kim jest ten chłopak - dajcie znać!

Drugiego "młodego-utalentowanego" spotkaliśmy w Paryżu. Wyglądał i brzmiał jak z listy billboardu:

Śpieszę się z podsumowaniem urlopu 2010, bo za 2 tygodnie wylatujemy na kolejny :)
Za granicą uliczne granie wygląda, i odbierane jest troszeczkę inaczej. Z premedytacją nie wspominam tutaj o berlińskim metrze, żałuje że nie zrobiłam zdjęcia tym skomplikowanym, przenośnym zestawom grającym... :)
W Amsterdamie, natknęliśmy się na młodego chłopaka. Na placu zebrała się spora gromada, śpiewająca, klaszcząca w rytm. Śpieszyliśmy się aby zobaczyć miasto, więc przemknęliśmy szybko obok. Śpiewał świetnie, ale czas! czas! Kiedy po godzinie wracaliśmy tą samą drogą - śpiewał już trzeci bis, potem zaprosił z uśmiechem do kupna swojej płyty, a przez kolejne minuty rozdawał autografy. Jeśli wiecie kim jest ten chłopak - dajcie znać!
Drugiego "młodego-utalentowanego" spotkaliśmy w Paryżu. Wyglądał i brzmiał jak z listy billboardu:
Śpieszę się z podsumowaniem urlopu 2010, bo za 2 tygodnie wylatujemy na kolejny :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
