niedziela, 30 stycznia 2011

siena palona

pilotka i spódnica: h&m, flanela: New Yorker/man, leginsy: Stradivariur, gumiaczki: VW for Mellisa

Pamiętacie paletę plakatówek z dzieciństwa? 12 kolorów, niby wszystko wiadomo bo trochę niebieskich, dwa zielone, różowy... a jednak każdy nazywał się jakoś tak "profesjonalnie". Spacerując po uliczkach Rzymu, wszędzie widzę tylko paloną sienę - na chodnikach w postaci leżących liści platanów, ściany budynków, chrupiąca skórka rogalików, pianka mlecznej kawy.
Moje ubranie dzisiaj oddało to wszystko + kobalt nieba i połysk pikowanych kurtek zmarzniętych Rzymian.

Brak komentarzy: