Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróże. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróże. Pokaż wszystkie posty

środa, 24 czerwca 2015

zachodniopomorskie


Cudowny urlop z Rodzicami w Dziwnowie i okolicach. Akurat przed sezonowym zgiełkiem. Z wiatrem, deszczem, palącym słońcem; bez wałkowania sercowych potknięć, czy letniego korpo przesilenia.

Reset.

niedziela, 19 kwietnia 2015

morze zawsze po-może


 Jakoś tak się ostatnio składa, że jak czas trudniejszy w życiu, to uciekam nad morze. Na chwilę, na dzień lub dwa... nie ważne czym, byle pospacerować po molo. Zjeść zupę w Barze Przystań, śniadanie w Zatoce Sztuki albo wypić kawę w Gdańsku.


Pomaga.

sobota, 11 kwietnia 2015

klimatyczny Kraków `15

Wstyd się przyznać, ale w Krakowie byłam raz, jakieś 9 lat temu, kiedy składałam dokumenty na studia. Pojechaliśmy tam na kilka dni, aby oderwać się od...powiedzmy... korpo-wyścigu. Udało się! Głównie dzięki galeriom, wystawom, spacerom po Kazimierzu i... jedzeniu!


Jeśli już wspomniałam o jedzeniu...

Nie mogłam nie odwiedzić polecanych przez Szafę Sztywniary - Frytek Belgijskich w Krakowie (ul. Św. Wawrzyńca 16). Co by wiele nie mówić - pyszne, chrupiące, puszyste, wielkie porcje, miła obsługa i ogromny wybór sosów. O!


Drugie miejsce, napotkaliśmy całkowicie przypadkowo. Szliśmy boczną uliczką nad Wisłę, szukając przekąsek, które moglibyśmy zjeść na trawie.

Hummus Amamamusi (ul. Augustiańska 3), to klimatyczne, maleńkie królestwo hummusu. Właścicielka otwiera lokal 2 razy dziennie na kilka godzin, na oczach gości przygotowuje porcje z wybranymi dodatkami, tj. cytryna czy czosnek niedźwiedzi; zachęca do wyjścia z pojemniczkami na spacer, i zamiast wkręcać klientów w dodatkowe koszty, odsyła po chlebek do pobliskiej piekarni "Mojego Taty".


Na pewno wrócimy!

Smacznego!

czwartek, 19 lutego 2015

Barcelona `15

To już powoli taka mała tradycja, że co kilka miesięcy zgraną i sprawdzoną paczką wyjeżdżamy na dłuższy weekend odetchnąć od rzeczywistości! Inni wybierają piasek i prażenie się na słońcu, my miejski tłok... ze słońcem i piaskiem.


Kiedy w Warszawie płonął most łazienkowski, my spacerowaliśmy po uliczkach Barcelony, zwiedzaliśmy i obżeraliśmy się w małych knajpkach tapasami, popijając wszystko różową cavą!


Nie będę polecać Wam nic konkretnego, bo wychodzę z założenia, że i tak najlepiej jest się w obcym mieście zgubić i iść na przełaj. Tylko wtedy można natrafić na najlepsze churros, zjeść tapasy w miejscu wyglądającym jak mordownia na szmulkach, czy wejść do parku Güell od strony najpiękniejszego widoku w tej części Europy!


niedziela, 23 listopada 2014

Lisek


Nowy domownik! Lis siedzący. Projekt Mieczysława Naruszewicza z 1957 roku dla Fabryki Porcelany AS Ćmielów!

poniedziałek, 28 lipca 2014

sex on the beach!


... a właściwie love! I to wielkie LOVE!
- tą rozbrajającą parę przyłapałam dziś na plaży w Sopocie!

wtorek, 15 lipca 2014

Berlin `14

Całkowicie "zapomniałam", że miesiąc temu byłam w Berlinie. Again! Po czterech latach od ostatniej turystycznej wizyty, pojechaliśmy tam na długi weekend z przyjaciółmi.


Po pierwsze Berlin jest niesamowicie smaczny.


Czuję się tam pełną swobodę i wolność. Jest kanciasty i różnorodny, pełen życia. Nie będę się rozpisywać gdzie pójść, co zobaczyć bo na każdym rogu odkrywać w nim można coś nowego. Warto spędzić tam nawet kilka godzin.


I teraz już sama nie wiem, gdzie wolałabym się wyprowadzić i uciec od wszystkich wariactw... w pojedynku Londyn kontra Berlin... wygrywa jednak Berlin. Choć tego języka nie polubię nigdy!


niedziela, 13 kwietnia 2014

Narty w Livigno - 5 niezbędnych rad dla początkujących!


Kiedy 10 dni temu, na tarasie w pracy odpowiadałam na pytanie "gdzie jedziesz na ten urlop?" siedzieliśmy z kawą w krótkich rękawkach... przyznaje, nie chciało się pakować grubych swetrów i jechać na narty, które tak cieszyły, kiedy rezerwowało się wyjazd w listopadzie!


Na szczęście Livigno, nawet w kwietniu, a nawet wręcz w kwietniu! jest zachwycające! W Alpach byłam pierwszy raz, na sportowy urlop z zerowym doświadczeniem (nie licząc jednego dnia na stoku, zakończonego poważnym stłuczeniem ud o metalowe barierki...), wyciągnęła mnie doświadczona w temacie przyjaciółka. Przyjaciółka doświadczona nie w temacie stłuczeń oczywiście, a w jeździe na desce.


Jako osoba nie lubiąca organizować wyjazdów, zdaję się w tym na doświadczonych i zaufanych Innych. Jeśli też tak macie, spokojnie możecie ograniczyć swoje przygotowanie urlopu do przeczytania poniższych rad, których mi te wspomniane 10 dni temu zabrakło.

(rady przedzielone hitami z włoskiej telewizji muzycznej, które towarzyszyły nam 24/7, dla klimatu)

RADA #1
- "szamka"? jaka szamka?

Dziwisz się, że co bardziej doświadczeni towarzysze zabierają torbę jedzenia do Włoch? Jedzenie DO WŁOCH?? DO WŁOCH??? Spokojnie! Po stoku i tak jedyne o czym myślisz to powrót do pokoju, kąpiel i sen. Choć ceny w knajpach nie są wysokie, wspólne gotowanie to ogromna frajda, nie tracisz czasu na czekanie w knajpie, a przecież i tak wieczorem masz ochotę na coś innego (patrz rada nr 4). W sklepach, otwartych do 12:00, a potem średnio od 15:00 do 19:00 kup tylko szynkę parmeńską, boskie sery i aperitif! Naprawdę nie ma sensu wydawać € na paczkę makaronu, którą i tak masz w szafce w kuchni! 

No ale też bez przesady, podczas tygodnia we Włoszech nie pójść na "szamkę" do prawdziwego Włocha to grzech! Polecam Wam szczególnie dwa adresy:
- La Mirage, Via Plan 201, przy przystanku Centro - na butelkę wina, dla rodzinnej atmosfery, na tortellini z szynką parmeńską, pizze o nazwie Livigno z tamtejszymi grzybami! wszystko polej koniecznie esencjonalną oliwą z chilli i tabasco! 
- Bait dal Ghet, Via Plan 149 - na pizze! i niech nie zrażą Was kolejki, naprawdę warto!



RADA #2 
- chcesz zostać królem wyjazdu? wystarczy jeden przedmiot!

Choć wszyscy niby wiemy, że na śniegu łatwo się opalić, połowa znajomych w sezonie, nawet z Białki Tatrzańskiej wraca z poparzonym nosem, to jednak nikt nie pamięta o sensownych kremie z filtrem. I nie mówię o faktorze 15 - który jest zazwyczaj w każdym kremie i podkładzie do twarzy; nie mówię też o 20 - którą można wziąć do Sopotu, i 30 - na tydzień na Krecie, a o regularnej 50-tce dla niemowlaków!

Zaufajcie mi na ślepo, podczas pierwszego wyjścia na stok będą się śmiali... drugiego dnia możecie spokojnie brać za porcję kremu od łebka grube pieniądze albo chociaż handlować za kolejkę przy zmywaku ;)



RADA #3 
- excuse me, where is ośla łączka?

Niebieska trasa, niebieskiej trasie nie równa. Mówię całkowicie poważnie! Szczególnie, że ze szczytu Mottolino absolutnie wszystko wygląda na minimum 55 stopni nachylenia. Nie czujesz się pewnie na nartach/desce? Zjedz ze znajomymi śniadanie i jedź na oślą łączkę! Chcesz zaryzykować złamanie nogi bo nie chcesz zostawiać ekipy? Poznasz nową na wyciągu krzesełkowym! Martwisz się, że ominą Cię magiczne widoki? .... Hahahahaha!



RADA #4 
- "follow me to the apres-ski" ;)

Jeju no... Nawet nic więcej nie powiem, poza tym, że MUSICIE tam pójść. Najlepiej między 16:00, a 18:00, bo sam bar zamyka się o 20:00 ... serio! nie chcecie ominąć TAKIEJ imprezy!!



RADA #5 
- "no no, no no no no, no no there's no limit"??

Livigno to strefa bezcłowa. ... ciśnienie podskoczy pewnie nie jednemu z Was, na myśl o ulubionym alkoholu w połowie ceny, który można przywieźć w prezencie zamiast koszulki, kubka lub magnesu na lodówkę. Ale uwaga! Ryzyko jest za duże, a jak pewnie się domyślacie, celnicy za tunelem szczególnie upodobali sobie samochody z Polski.

Możecie wziąć na głowę 1 litr alkoholu powyżej 20% i 2 litry alkoholu poniżej 20%. Warto wiedzieć przed zakupami, bo potem pozostaje albo wylać, albo... wypić przed powrotem! Auć!


To jak?! Do zobaczenia za rok w Livigno?!

poniedziałek, 27 stycznia 2014

london calling

Cel na rok 2014 jest dosyć prosty. Stojąc twardo na ziemi wycisnąć z każdego dnia coś dobrego. Styczeń podniósł poprzeczkę bardzo wysoko!

To nie była moja pierwsza wizyta w Londynie, a mam wrażenie że żaden z widoków się nie powtórzył, i teraz nie wiem - czy to kwestia źle zorganizowanych pierwszych odwiedzin czy doskonale zorganizowanej drugiej podróży?


Nie będę rozwodzić się nad tym co widziałam, jak doskonale się tam czuje... co trzeba zobaczyć koniecznie, a co można pominąć, bo planuję już kolejną wizytę. I to jak najszybciej! Śladami Sherloca, musicali, teatrów i barów śniadaniowych!


piątek, 6 grudnia 2013

Mikołajki

Kilka dni temu wypakowując rzeczy do szafek w nowym mieszkaniu znalazłam to urocze zdjęcie z Mikołajem:


Mam wrażenie, ze minęło 10, a nie 5 lat od jego zrobienia... i wcale nie dlatego, że od wieków nie noszę już grzywki, i na co dzień nie wyglądam jak reprezentantka Polski w jakiejś olimpijskiej, zimowej dyscyplinie podczas wizyty u prezydenta ;)
Byłam wtedy na służbowej wycieczce w Laponii, przygotowywałam relacje z wizyty słuchaczy w poszczególnych atrakcjach podróży. Niezapomniane chwile!

wtorek, 12 listopada 2013

#zakopane


Zakopane wcale NIE JEST przereklamowane! Nawet jak nie ma śniegu. Polecam szczególnie Wielką Krokiew i grzańca w tamtejszym bufecie, który w sezonie gości największych skoczków narciarskich, kawiarnie Tygodnika Podhalańskiego w pełnym słońcu i sernik na dachu ze zniewalającym widokiem i kwaśnicę w każdej odmianie! Mniam!

wtorek, 11 czerwca 2013

but na wtorek


 Dużo się dzieje! Ledwo wróciłam z mini euro tripa, unikając powodzi w Budapeszcie, od razu pojechałam na najpiękniejszy mazurski weekend wszech czasów, uciekając przed zalaniem Warszawy! Idealna pogoda, atmosfera i towarzystwo, zaraziłam się miłością do łódek! Pierwsze regaty , flautę i nocowanie w kajucie mogę uznać za zaliczone perfekcyjnie! I najlepsze - wróciłam do domu z medalem!


japonki "Śledzika"/paznokcie od Nail Spa, jacht Maxus 333/Port Sztynort

wtorek, 12 lutego 2013

"but" na wtorek

[ dzisiaj "bez buta" bo marzy mi się mały odpoczynek w jakimś uroczym miejscu...]

essie nail polish/Nail SPA ul. Francuska, Residence Bambi Boutique/Zakopane

P.S. a Kal znowu powie, że mam jakiś stópkowy fetysz ;)

środa, 23 stycznia 2013

suweniry

Gdziekolwiek jestem, staram się wyszukiwać nietypowe pamiątki. Przedmioty, biżuterię, ubrania, które będą przypominały mi udany urlop. Wiadomo, każdy tam ma w mniejszym lub większym stopniu. Co więc mogłam sobie przywieźć do domu z Zakopanego /oczywiście poza zapasem oscypków i bryndzy/?

Ciupagę? Drewnianą łyżkę? Kożuch? Skórę z barana? Wełniany sweter lub skarpety? Autograf Małysza? Eeee tam! To by było zbyt proste! Na targu staroci, niedaleko drogi na Gubałówkę, wygrzebałam ceramiczne naczynie na miód!


Piękne!