wtorek, 17 listopada 2009

kawowym sieciówkom mówimy - NIE!

Tak a propos słoweńskich wspomnień na drugim blogu, przypomniałam sobie smak tamtejszej kawy. Nigdy nie byłam jakimś szczególnym znawcą, a raczej smakoszem amatorem, pijącym lury z dużą ilością mleka i cukru. Pamiętam też jak zaczynałam swoją przygodę z kawowym smakiem - w pierwszej liceum spotykałyśmy się z dziewczynami na filiżankach cappuccino, wydawało nam się, że jesteśmy takie dorosłe... Ale wracając do tematu - zarówno we Włoszech i jak w Słowenii pojęcie "kawy z mlekiem" jest przyjmowane z rezygnacją i ze wzruszonymi ramionami, podobnie jest z mrożoną kawą... pierwsze kilka dni były dla mnie lekkim szokiem, ale potem rozsmakowałam się w tamtejszym podwójnym espresso macchiato i/lub cappuccino.

Rozsmakowałam się w tym mocnym smaku na tyle, że w Polsce nie mogę pić już nic ze znanych sieciówek, aż mnie mdli na sam widok pół litrowego papierowego kubka z wodą koloru karmelowego! I dobrze. Fuj!

3 komentarze:

I.nna pisze...

ewolucja smaku? brawo :)

Anonimowy pisze...

oja, ale pierdołowate przemyślenia... dawno nie czytałem tak bezstreściowych i pustych blogowpisów.

Agata pisze...

I.nna - dziękuje, teraz w pełni Cię rozumiem :)

Anonimowy - do przeczytania nigdy, jak mówią klasycy.