poniedziałek, 18 sierpnia 2008

LOT

Wyselekcjonowanie zdjęć z lotu okazało się nie możliwe... dlatego jest ich dziś wyjątkowo dużo.

Część 1 - przygotowania.
Pobudka o 4:10. Wyjazd pod Augustów z całą ekipą 15 balonów. Okazało się, że jedyne miejsce z którego możemy startować to strome, błotniste rżysko przy ruchliwej ulicy, cóż...jak się chciało to trzeba było pomagać!
Rozłożenie namiotu nie jest szczególnie trudne, gorzej z utrzymaniem materiału za metalowe linki kiedy pompuje się do niego najpierw zimne, a potem gorące powietrze:


Generalnie linka wbija się w buty - w moim przypadku były to trampki (o których później), ślizgasz się, a płomień znajduje się niepokojąco blisko grzywki.



Część 2 - nad ziemią.



Temperatura w balonie ma powyżej stu stopni, najlepiej zaopatrzyć się w czapkę, jeśli nie z powodu ognia to przynajmniej aby się nie osmolić. Niestety nie byłam przygotowana.


Mój Pilot Jacek okazał się znawcą baloniarstwa i w przerwach miedzy hukiem płomieni opowiadał o pierwszych lotach, a także o swoich przygodach we Francji.


Widoki o wschodzie - piękne!










Część 3 - lądowanie.
Z lądowania pamiętam tylko silne uderzenie, jedyne o czym myślałam to nie zamknięta przysłona aparatu. No i ponownie zaczęło sie latanie po obłoconym rżysku...



A to pamiątkowe zdjęcie z moją balonową ekipą - ta z którą leciałam i z tą, która goniła nas samochodem. Bynajmniej nie odpoczywamy - ugniatamy balon :)


No i najmilszy moment. Jako młoda adeptka zostałam ochrzczona!
Jacek podpalił mi kosmyk włosów - aby ogień nad moją głową nigdy nie zgasł, roztarł mi ziemie na głowie na poczet szczęśliwych lądowań i kazał mi podziękować balonowi na szczęśliwą podróż - no i potem wszyscy sklepali mi tyłek:


Część 4
Samo wznoszenie można porównać do jazdy windą, na górze nawet szczególnie nie wieje i słychać tylko huk palnika. ...Nie stanę się teraz balonowym maniakiem, szczerze mówiąc czerpałam więcej przyjemności z fotografowania przygotowującego się do lotu J. (który też leciał, tylko kilka godzin później) i wznoszących się załóg.
Ale powiem jedno - na pewno warto przeżyć coś takiego choć raz!

Ja nie zapomnę tej przygody także z jednego powodu - białych trampek, które nawet po 2 praniach wciąć zatrzymały na sobie mnóstwo błotnistych plam :/

niedziela, 17 sierpnia 2008

Balony

3 pełne dni totalnego lenistwa. Piękne krajobrazy, zieleń, woda, masaż wodny, kajaczki, karkówka z grilla, masełko w trójkącikach na stołówce i pobudki o 4:30.

Główną atrakcją, a właściwie powodem dla którego 200 osób zjechało tego dnia do Augustowa były oczywiście:


W balonach zabawne jest to, że można nimi wystartować praktycznie wszędzie: na błotnistym rżysku, łące, skarpie...byle było trochę przestrzeni, z lądowaniem jest jeszcze łatwiej, słyszałam że najlepsi wychodzą cało nawet z lądowania na dachu magazynu lub na ... krowie.
Rozkłada się takie monstrum w trzy sekundy, a i składa bardzo sprytnie, jedynym utrudnieniem jest to, że nie obędziesz się bez pomocników, oraz sam nie zabierzesz go do domu - potrzebujesz samochodu, najlepiej terenowego :)




Kiedy patrzysz na 15 startujących balonów na raz, nie wiesz właściwie czy skupiać się na jednym czy zerkać na każdy z osobna. Istnieje ryzyko, że patrząc na przykładowy zielony, niebieski już dawno poderwie się do lotu.



Wiem jedno -widziałam 3 takie zmasowane starty w ciągu 2 dni i nie da się tego widoku porównać z niczym - było po prostu pięknie!!



Oczywiście nie obyło się bez osobistego przelotu :)
...ale o tym jutro - dobranoc!

czwartek, 14 sierpnia 2008

air

Sprzęt analogowy odchodzi w zapomnienie...a szkoda, bo suwaki są bardzo klimatyczne, szczególnie jeśli zapomni się ich przesunąć :)


Taki już los dźwiękowca - bo nikt nie zrobi lepiej tego co może zrobić sam ;)


...no i masz babo chińczyka!

wtorek, 12 sierpnia 2008

Marimekko

Kiedy zobaczyłam to zdjęcie z pokazu Marimekko z Tygodnia Mody w Kopenchadze, poczułam że coś jest na rzeczy..., a w dodatku pomyślałam sobie, że tego zdjęcia jest jak by za mało...więc sama postanowiłam dorobić to, o czym w moim mniemaniu zapomniał fotograf - teraz jestem bardzo zadowolona:


Zaraz po dopełnieniu zdjęcia z pokazu, zagłębiłam się w działalność tego fińskiego projektanta, którego znałam tylko (aż wstyd się przyznać) z ostatniej kolekcji "wielkich" dla jednej z bardzo popularnych w Polsce marek odzieżowych ...
...okazało się, że Marimekko to przede wszystkim wzory, wzory i jeszcze raz wzory!!
Piękne, barwne, żywe, "ruchliwe" materiały którymi człowiek chce się otaczać, chce się w nie ubierać i w ogóle chce z nimi wszystko!
Moje ulubione:


Jestem cudownie zainspirowana!

poniedziałek, 11 sierpnia 2008

żuberek

W Warszawie były już jelenie, krowy... i niedźwiedzie...

...teraz czas na żubry, które podobno co jakiś czas się przemieszczają:



Generalnie jest zabawnie :)

niedziela, 10 sierpnia 2008

T

Dzisiejszego posta sponsoruje literka "T" - jak tenisówki, telewizor, tajemnica, trasa w-z, torebki, totek, talizman ... i tramwaj!

12:49


"Obowiązują wszystkie bilety. Proszę wsiadać!" - przywitał nas konduktor, zamknęła się bramka (składająca się z 3 rurek) i przygnieceni prędkością odjechaliśmy z głową przy głośniku...


Maszynista ledwo mieszczący się na obrotowym krzesełku tylko przesuwał wajchę, wydaje mi się, że bez niego przyczepność mielibyśmy znacznie mniejszą ;)


Oczywiście kto mógł to siedział, szczęściarze trzymali się skórzanych uchwytów, a ryzykanci zapierali się ścianek. Kto by pomyślał, że zabytkowe tramwaje przysparzają tyle emocji!
Wycieczka nie miała by tyle uroku gdyby nie przewodnik, sypiący anegdotkami jak z rękawa: "proszę patrzeć na lewo...", "proszę spojrzeć na prawo..." i piosenkę zaśpiewał:

"W Saskim ogrodzie koło fontanny
Jakiś się frajer przysiadł do panny
Była niewinna jak wonna lilia
Na imię miała panna Cecylia
Tak z nią flirtował aż przebrał miarę
Skradł jej całusa, ona mu zegarek
Tak z nią flirtował aż przebrał miarę
Skradł jej całusa, ona mu zegarek"

Stacja początkowa i końcowa - Placu Narutowicza. Zabytkowy pojazd objeżdża wszystkie znaczące turystycznie miejsca od Pragi i Ząbkowskiej, po Marszałkowską i Filtry.



Polecam bardzo, bo śmiechu jest mnóstwo. To takie ekspresowe spojrzenie na warszawę. Przejazd kosztuje tyle co zwykły bilet i trwa 50 minut.
Oto szczegółowa trasa:


A wszystko dzięki Miłośnikom Komunikacji Miejskiej :)

czwartek, 7 sierpnia 2008

news nie nius

Dziś w Życiu Warszawy pojawił się pełen żalu i złości artykuł o niszczeniu przez reklamy i nie tylko jednego z cudów budownictwa lat osiemdziesiątych - SAM`a w centrum miasta...


Wszystko fajnie...ale od gazet wymaga się aktualności. Przypominam, że poruszyłam ten temat dokładnie 3 miesiące temu... Tak dla przypomnienia pościk z 8 maja:



Duuuży minus dla ŻW!

poniedziałek, 4 sierpnia 2008

art hotels

Przyznajcie się!
Jak rozkłada się wasza uwaga pomiędzy miejscem podróży, a miejscem zakwaterowania?
Czy nie jest tak, że liczy się tylko łóżko, łazienka, telewizor, śniadania w cenie i mała odległość od celu wyprawy np morza lub morskiego oka?

Ostatnio coraz częściej myślę o urlopie - i to nie dlatego, że mi się chce, czy że potrzebuje...a raczej dlatego, że na pewno mieć go w tym roku nie będę :) i to chyba właśnie dlatego zaczynam się poważnie zastanawiać jak wycisnąć jak najwięcej z jak najmniejszej ilości/możliwości.

Pomyślałam sobie, że to ogromny błąd sprowadzać miejsce noclegu do tak niskiego poziomu. Przecież w takim pokoju spędza się średnio 12 godzin, raczej nie śpiąc, w tym pokoju się wstaje, wyleguje, balsamuje...
...a gdyby tak spojrzeć na "miejsce noclegu" jako cel sam w sobie?
Wyobraźcie sobie piękną przestrzeń, inną, zaskakującą, jak z bajki, filmu, luksusową lub zupełnie ascetyczną - taką, której nigdy byście się nie spodziewali, o której nigdy byście nie pomyśleli urządzając własną przestrzeń:

Takie przestrzenie gwarantują artystyczne hotele w całej europie!

Luksusowy - made in Italy - Byblos Art Hotel in Verona



Bliżej, taniej i o największej różnorodności czyli Propeller Island City Lodge w Berlinie!
-moi ulubieńcy to pokój zamkowy, drugi o nazwie "wolność" lekko więzienny, wiecznego spoczynku oraz boski lustrzany:





Ale ale...aby w takim cudownie artystycznym miejscu spędzić noc lub weekend, wcale nie trzeba przekraczać granic, bo oto prezentuję wam sopockie Lalala. Do wyboru 7 pokoi, każdy utrzymany w innym klimacie; zagadkowy i klimatyczny.


Mój wybór zdecydowanie pada na pokój z numerem 7!

niedziela, 3 sierpnia 2008

W

Dzisiejszego posta sponsoruje literka "W" - jak Wisła, wiara, wierność, wieloryb, wódka, wiśniówka taty, witaminy, wolność, ... i Warszawa!

Jako mała dziewczynka marzyłam o Warszawie. Jeszcze w liceum z bliskimi koleżankami (tu ukłon w stronę K. i A.) planowałyśmy jak będzie wyglądało nasze mieszkanie i jakie miejsca zwiedzimy. Miałam co tydzień chodzić do teatru, na wystawy - ogólnie czerpać ze stolicy garściami.
Mieszkam w Warszawie ponad rok i od samego początku w moje życie wdarła się proza "dorosłego" życia. Praca dom, dom praca, szkoła praca dom, szkoła dom, praca szkoła praca dom...
Jak znajduje się wolny dzień, to raczej się śpi lub jedzie do domu, niż włóczy po zakamarkach Pragi...

Ale są wydawnictwa, dzięki którym zapędy lokalnego podróżnika odpalają się na nowo:


"Do it in Warsaw" to książkowy przewodnik gazety - szczegółowy, zaskakujący, okraszony subiektywnymi opisami, wybór "atrakcji" warszawy czasem bardzo oczywisty, a czasem inspirujący - w każdym razie bardzo polecam tym, którzy uważają, że jedynym wartym obejrzenia miejscem w Warszawie są złote tarasy bleeh




Za album"Stacja Warszawa"muszę serdecznie podziękować Paniom S. i A.!
Felietony umiejscowione w scenerii Warszawy, uzupełnione świetną fotografią czyli niezastąpione dwa w jednym!





Inspirują i przypominają o dawnych planach! Chce się wyjść z domu i szukać, fotografować!

W obu książkach Agata Passent gra główną lub znaczącą role - lubię jej swobodny język, spostrzegawczość, szczerość i prostotę.


Polecam te oraz wiele innym "nowatorskich" przewodników...patrzy się na opisane w nich miasta oczami ludzi czułych nawet na najmniejsze przedmioty, a nie te rozchwytywane przez masy...a o to chyba chodzi, co?!
No chyba, że ktoś ma w domu osobistego przewodnika, który zna większość opisanych przez takie przewodniki miejsc, albo i więcej. Ale nie każdy ma takie szczęście jak ja :)

sobota, 2 sierpnia 2008

rehab


Zobaczyłam ten plakat radia roxy dziś idąc do pracy i budzi on we mnie mieszane uczucia...
Niby niezły pomysł i wykonanie (bo charakteryzacja jest perfekcyjna), ale jednak...coś gryzie!
I nie wiem czy chodzi mi o zniszczoną, związaną, posiniaczoną kobietę na plakacie obok którego 3-letnia dziewczynka je batonika czekoladowego, czy sam fakt wykorzystania charakterystycznych cech Amy do tej reklamy, czy w ogóle, że z Amy dzieje się tak a nie inaczej, a my wszyscy się temu tylko przyglądamy...

P.S. a jeśli chcesz mieć włosy jak Amy zapraszam tu.