środa, 11 marca 2009

tea time

Lubię pić herbatę. Wpływające do buzi fusy nie irytują mnie tak jak pływający po kubku bezwładny farfocel - torebka. Nie da się nią dobrze wyczuć intensywności, a już do furii doprowadza mnie wpadający do wrzątku sznureczek. Na koniec się jeszcze człowiek ochlapie i zepsuty poranek/wieczór gotowy! Dlatego pomysł na jaki wpadli projektanci tego cacka uważam za genialny:


Dzięki niej filiżanka mojej ulubionej waniliowej (którą sprzedają w torebkach niestety) stałaby się podwójną przyjemnością. Szczególnie jeśli na deser podano by małe - Obamitas :


translation:
I like tea. Lees in my mouth irritate me much less than a rubbish teabag inertly floating in the mug. You can’t feel its intensity and I go barserk when the teabag string falls into the mug. All in all, you’ll just get splashed trying to take it out and a bad morning/evening is there! Therefore, I think the idea of this little thingy is simply brilliant. Thanks to such thing, a cup of my favourite vanilla tea (that is unfortunately available only in teabags) would become a double joy. Especially if I’d have a little Obamitas for desert.

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

Obamo-mania przekroczyła już kolejną granicę. Po coastkach został chyba tylko papier toaletowy z twarzą Obamy. Czy mi się wydaje czy świat zwariował?

sheep pisze...

obamitas mnie rozwalily :D
ale filizanki faktycznie bardzo zmyslnie wykombinowane... mi sie zdarza, ze przesune 'szczura' [torebke] w jakis 'kat' kubeczka, a potem gdy w najlepsze sobie popijam, ten nagle atakuje mnie, chlapie i wylewa polowe zawartosci... okropienstwo!