poniedziałek, 21 stycznia 2013

Zakopane na ferie


Nie mam pojęcia skąd bierze się ta zła opinia o Zakopanym! A może to tylko ja, patrze na świat innymi oczami, bo nie napotkałam ani tłumów i tandety na Krupówkach /to samo i w takim samym natężeniu spotkamy w Sopocie, na Krakowskim Przedmieściu, czy Kazimierzu Dolnym/, nie traciłam czasu w kolejkach na Kasprowy ani na Gubałówkę, na stoku wcale nie potykałam się o innych narciarzy, anie nie stałam w kolejce do wyciągu. Drogo wcale nie jest, wystarczy zamawiać porcje na miarę swoich możliwości, a smacznie jest na całej rozciągłości, a uwierzcie mi, odwiedziłam w ciągu ostatnich 5 dni z 20 knajp w centrum Zakopanego!

Miód na gorąco najlepiej smakuje do oscypka na boczku, najlepszą żurawinę domowej roboty serwują w Gazdowej Kuźni, moskola najlepiej jeść z grzybami z Doliny Chochołowskiej, a rydze tylko smażone na maśle. Kwaśnica i klimat na jej jedzenie najlepszy w knajpie na szczycie Gubałówki, sami zobaczcie:


 Polecam rozmowę z tamtejszą Babcią Klozetową, która z pasją opowie Wam o wypędzaniu demonów syropem z cebuli własnej roboty.



Wejście na Kasprowy Wierch to wręcz obowiązek, a termy, np te w Białce Tatrzańskiej, oddalone od Zakopanego o 30 minut samochodem, sama przyjemność - pragnę obalić kolejny mit! Mimo weekendu i ferii ludzi wcale nie było więcej niż na miejskim basenie w dniu powszednim.

 Zostało jeszcze dużo do zrobienia i zobaczenie! Mimo siniaków, kilku groźnych upadków i narażenia życia swojego i innych /nie wyhamowałam w odpowiednim momencie/, złapałam narciarskiego bakcyla! Wrócę na pewno za rok!


Brak komentarzy: