W "Kochanie zabiłam nasze koty" Dorota Masłowska genialnie pokazała kilka prywatnych końców świata, które powtarzają się zapewne cyklicznie w sąsiedztwie każdego z nas, albo nawet nam samym w sinusoidalny sposób. Szczerze? To książka o... niczym, ale to
nic się rozpowszechnia, pęcznieje i nabiera makabrycznych rumieńców aby... nagle się skończyć i zostawić nas z pytaniem - czy to mi się naprawdę podobało?!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz