środa, 16 stycznia 2013

o Danuto W.!


Rodzimy się z predyspozycjami do pewnych rzeczy. I nawet jakbyśmy chcieli, jak bardzo się starali, to trudno przychodzą nam rzeczy do których nie mamy serca. Nie, nie zaczęłam pisać jeszcze o spektaklu. Chodzi o moją nieświadomą ignorancję wobec historii. Nie mam pamięci do dat, nazwisk, jestem emocjonalnym wzrokowcem. Dlatego lepiej niż cały stos podręczników przemawiają do mnie obrazy, takie jak ten. Podobnie jak z "Lubiewem" Witkowskiego, zanim przeczytałam książkę Pani Danuty usiadłam w teatrze, choć tym razem z rozmysłem, a nie z przypadku.

Danuta Wałęsa przez moich rodziców od zawsze nazywana była "Danką". Sama urodziłam się w 1986, tamtych czasów nie pamiętam prawie wcale. Jakieś plakaty Solidarności co prawda wisiały w osiedlowej przychodni, ale moje Puławy, od Gdańska czy Warszawy, były za daleko.

To niesamowite spojrzeć na to wszystko oczami oddanej, samotnej, silnej kobiety. Niesamowicie świadomej swojej roli, niemocy z nią związanej, odsuniętej, kochanej, ale kochanej ciężką, oschłą miłością człowieka oddanego wyższym celom. Mam ogromny szacunek do Tej Kobiety. Od premiery sztuki w której to Krystyna Janda wciela się w Panią Wałęsową minęło już kilka miesięcy ale nadal czuje się ze sceny niesamowite wzruszenie.

Zostałam wciągnięta w tę historię! a Danutę W. mam ochotę bardzo mocno przytulić!

Brak komentarzy: