poniedziałek, 28 kwietnia 2008

mój własny Długi Weekend

Przewidując ogromne korki jakie zaczną sie zapewne już w środę przy wyjeździe ze stolicy, zorganizowałam sobie i J. wypad w moje rodzinne strony. Prawie trzy dni wspaniałych wzrokowych wrażeń, smacznego jedzenia, "miękkiej wody", słońca i 500 zdjęć!

Na pierwszy ogień poszedł Kazimierz Dolny nad Wisłą, który zachwycić może wszystkich: artystów - gdyż plenerów jest tam mnóstwo, smakoszy - kultowa żydowska restauracja "u Fryzjera", a także sławny kogut Sarzyńskiego, a ci, którzy preferują aktywny wypoczynek na pewno docenią wspinaczkę na Górę Trzech Krzyży, Basztę i Zamek.


To zdjęcie/miejsce trudno sklasyfikować więc opisuje je oddzielnie: prom przez Wisłę między Janowcem, a Kazimierzem. Dzięki niemu razem z samochodem ( 8zł ) czy rowerem ( 5zł ) można szybko i sprawnie przepłynąć na drugą stronę.

Janowiec to w porównaniu z zatłoczonym Kazikiem oaza spokoju. Kościółek z tej perspektywy wygląda sielankowo :).
Główny punkt wycieczki to Zamek - niestety do 1 maja otwarty jest do godziny 16:00, więc nie było nam dane go zwiedzić (stąd brak zdjęć - w ramach protestu ), ale już od 1 maja, otwarty jest do 19:00 więc nie zrażajcie się. Nie można odmówić sobie wizyty w pobliskim dworku (świetny plener na zdjęcia ślubne) oraz widoków ze skarpy!


Gołąb jest oddalony od mojego rodzinnego miasta o jakieś 10 km. Niestety pomijany przez turystów, a mieści się w nim Perła Renesansu - domek loretański (prace pseudo-konserwatorskie w toku) oraz zabytkowy Kościół i drewniana stacja kolejowa.

Na koniec zostawiliśmy sobie Puławy, które poza mieszczącymi się tam Zakładami Azotowymi, które nakręcają całą gospodarkę lokalną, posiadają także wspaniały kompleks pałacowy (z pierwszym muzeum w Polsce), legendę o diable liczącym złote talary na kamieniu, diabelskimi i angielskimi schodami oraz 5 instytutami naukowymi.





A na koniec kilka słodkich zdjęć z domu rodziców :)




P.S. Weekend zakończył się brawurowo: dostałam pierwszy w swoim życiu mandat...i to za przekroczenie prędkości...niezła ironia biorąc pod uwagę fakt, że przed "suszareczką" J. przed pół godziny próbował przekonać mnie do przekroczenia 30 km/h :)

3 komentarze:

Anonimowy pisze...

nie pozostaje nic innego jak tylko pogratulować mandatu :)

Anonimowy pisze...

Gz mandatu :):) hehe a jak sobie wyobraziłem J. namawiającego Cię na to przekroczenie prędkości a potem wpadka na suszarce, komedia pełną gębą :D
A co do zdjęć, pobudziło to moją chęć by pojechać tam latem, byłem zimą i wspominam bardzo dobrze, oj trzeba będzie sobie coś takiego zorganizować.
Avallar

czeczenia pisze...

wpis może nie najświeższy i komentarz do niego z dużym poślizgiem :D, ale postanowiłam przejrzeć całego Twojego bloga, bo mi się bardzo spodobał, a zdjęcia z długiego weekendu mnie zaintrygowały, bo tak się składa, że całkiem nieźle znam te okolice...no iiii dlatego ten komentarz :)

studentka z Lubelszczyzny w Warszawie ?

studentka z pogranicza Mazowsza i Lubelszczyzny także obecnie bytująca w stolicy pozdrawia :)

swoją drogą, ciekawe, czy przypadkiem nie dane nam się było minąć gdzieś w tych miejscach, które polecasz a zakładce "a to ciekawe" :)