Wyselekcjonowanie zdjęć z lotu okazało się nie możliwe... dlatego jest ich dziś wyjątkowo dużo.
Część 1 - przygotowania.
Pobudka o 4:10. Wyjazd pod Augustów z całą ekipą 15 balonów. Okazało się, że jedyne miejsce z którego możemy startować to strome, błotniste rżysko przy ruchliwej ulicy, cóż...jak się chciało to trzeba było pomagać!
Rozłożenie namiotu nie jest szczególnie trudne, gorzej z utrzymaniem materiału za metalowe linki kiedy pompuje się do niego najpierw zimne, a potem gorące powietrze:

Generalnie linka wbija się w buty - w moim przypadku były to trampki (o których później), ślizgasz się, a płomień znajduje się niepokojąco blisko grzywki.

Część 2 - nad ziemią.


Temperatura w balonie ma powyżej stu stopni, najlepiej zaopatrzyć się w czapkę, jeśli nie z powodu ognia to przynajmniej aby się nie osmolić. Niestety nie byłam przygotowana.

Mój Pilot Jacek okazał się znawcą baloniarstwa i w przerwach miedzy hukiem płomieni opowiadał o pierwszych lotach, a także o swoich przygodach we Francji.

Widoki o wschodzie - piękne!








Część 3 - lądowanie.
Z lądowania pamiętam tylko silne uderzenie, jedyne o czym myślałam to nie zamknięta przysłona aparatu. No i ponownie zaczęło sie latanie po obłoconym rżysku...


A to pamiątkowe zdjęcie z moją balonową ekipą - ta z którą leciałam i z tą, która goniła nas samochodem. Bynajmniej nie odpoczywamy - ugniatamy balon :)

No i najmilszy moment. Jako młoda adeptka zostałam ochrzczona!
Jacek podpalił mi kosmyk włosów - aby ogień nad moją głową nigdy nie zgasł, roztarł mi ziemie na głowie na poczet szczęśliwych lądowań i kazał mi podziękować balonowi na szczęśliwą podróż - no i potem wszyscy sklepali mi tyłek:
Część 4Samo wznoszenie można porównać do jazdy windą, na górze nawet szczególnie nie wieje i słychać tylko huk palnika. ...Nie stanę się teraz balonowym maniakiem, szczerze mówiąc czerpałam więcej przyjemności z fotografowania przygotowującego się do lotu J. (który też leciał, tylko kilka godzin później) i wznoszących się załóg.
Ale powiem jedno - na pewno warto przeżyć coś takiego choć raz!
Ja nie zapomnę tej przygody także z jednego powodu - białych trampek, które nawet po 2 praniach wciąć zatrzymały na sobie mnóstwo błotnistych plam :/