

Tak a propos słoweńskich wspomnień na drugim blogu, przypomniałam sobie smak tamtejszej kawy. Nigdy nie byłam jakimś szczególnym znawcą, a raczej smakoszem amatorem, pijącym lury z dużą ilością mleka i cukru. Pamiętam też jak zaczynałam swoją przygodę z kawowym smakiem - w pierwszej liceum spotykałyśmy się z dziewczynami na filiżankach cappuccino, wydawało nam się, że jesteśmy takie dorosłe... Ale wracając do tematu - zarówno we Włoszech i jak w Słowenii pojęcie "kawy z mlekiem" jest przyjmowane z rezygnacją i ze wzruszonymi ramionami, podobnie jest z mrożoną kawą... pierwsze kilka dni były dla mnie lekkim szokiem, ale potem rozsmakowałam się w tamtejszym podwójnym espresso macchiato i/lub cappuccino.
Rozsmakowałam się w tym mocnym smaku na tyle, że w Polsce nie mogę pić już nic ze znanych sieciówek, aż mnie mdli na sam widok pół litrowego papierowego kubka z wodą koloru karmelowego! I dobrze. Fuj!
Praca, dom, sen, kawa, rutyna, te same czynności, te same twarze, te same layouty i newsy o tych samych celebrytach. A może by się tak czegoś nauczyć? I to każdego dnia? Ta strona Was nie zawiedzie! Dobre na imprezach aby zaimponować znajomym, dobre w pracy szperacza, dobre dla samego siebie. Bardzo dobre!
