sobota, 9 maja 2009

legendary moleskine

O notesach Moleskine pierwszy raz usłyszałam w Czułym Barbarzyńcy, potem długo, długo nic, aż do czasu kiedy mój kolega dostał pocztą swój kolejny terminarz Moleskina na 1,5 roku. Sam fakt, że komuś chce się wydawać kalendarze na 18 miesięcy był intrygujący, ale bezosobowa oprawa nie zachęcała na tyle, aby zainteresować się tematem głębiej, o kupnie nawet nie było mowy.
Dopiero dziś zobaczyłam jak bardzo się pomyliłam, i nie pomyślcie że jestem ignorantką, naprawdę nie znałam całej tej imponującej historii, że Vincent Van Gogh, Pablo Picasso, czy Ernest Hemingway...

Na domowej stronie współcześni artyści zamieszczają swoje prace szkicowane w maleńkich (lub nie) notatnikach, mnie najbardziej oczarował czerwony kapturek Stefanie Augustine:


obrazek z kawiarni Samanthy Zaza:


oraz cykl z Japonii - Isabelle Boinot:

Przyznam, że sama zapragnęłam poczuć natchnienie i przenieść je na te cienkie kartki. Wśród oferty znajdziecie przeróżne modele - od tych dla podróżników, rysowników komiksów, terminarze, kalendarze, te na adresy, aż po te do malowania akwarelami. I właśnie na ten ostatni ostrze sobie teraz ząbki:


P.S. Już nie muszę ostrzyć pazurków :) J. zrobił mi niespodziankę i teraz jestem szczęśliwą posiadaczką własnego Moleskina :))

3 komentarze:

Marcin Pietraszek pisze...

ciekawe. ale zastanawiam się, czy to nie jest kolejne lansowanie czegoś z niczego. w końcu rysunki, szkice i notatki można wykonywać w każdym dowolnym notatniku. a twierdzenie, że moleskine to produkt używany przez picassa czy kapuścińskiego pasowałoby pewnie również do innych legendarnych produktów, np. do papieru toaletowego :)

zupaszczawiowa pisze...

pieść go i szanuj bo przez ta cienką okładkę szybko się dezeluje :/

Malina pisze...

Tez uwielbiam przeglądać w internecie 'szkice z zeszytów'jak ja to nazywam. Sama też takie coś prowadze i staram się poprostu wyłapywać w ciągu dnia małe szczęścia i przerzucic je na papier w takiej skromnej formie. W ogóle podoba mi się twój blog!