Pierwszy prawdziwy, w pełni legalny, zasłużony... Dopiero kilka godzin przed wyjazdem do (pierwszego) celu, kiedy patrzę na Nią, wiem że będzie pięknie.
niedziela, 27 września 2009
prázdniny
Pierwszy prawdziwy, w pełni legalny, zasłużony... Dopiero kilka godzin przed wyjazdem do (pierwszego) celu, kiedy patrzę na Nią, wiem że będzie pięknie.
piątek, 11 września 2009
poppy who?
Udało się zobaczyć już dziś jak wyglądają słynne makowe pola w Warszawie:
Czemu ja się nie nauczę, że nigdy nie jest tak jak napisane w ulotkach i w mojej wyobraźni?
Bo jak można "posiać" pole maków na podeście bez możliwości zobaczenia ich z góry? Jak można je ogrodzić? Jak można odganiać gapiów (podsłuchałam rozmowę hostess z szefem projektu)? Eh... Wszystko super, a wyszło jak zawsze. Jedyny plus - rozdawali maki już dziś, pachną Kenzo, ładnie wyglądają na półce.
Czemu ja się nie nauczę, że nigdy nie jest tak jak napisane w ulotkach i w mojej wyobraźni?Bo jak można "posiać" pole maków na podeście bez możliwości zobaczenia ich z góry? Jak można je ogrodzić? Jak można odganiać gapiów (podsłuchałam rozmowę hostess z szefem projektu)? Eh... Wszystko super, a wyszło jak zawsze. Jedyny plus - rozdawali maki już dziś, pachną Kenzo, ładnie wyglądają na półce.
czwartek, 10 września 2009
środa, 9 września 2009
wtorek, 8 września 2009
poniedziałek, 7 września 2009
piątek, 4 września 2009
czwartek, 3 września 2009
niedziela, 16 sierpnia 2009
Mural jaki jest?
Kwei
Często jemy z J. na mieście. Staramy się, aby za każdym razem zajrzeć gdzie indziej, w Warszawie jest przecież milion restauracji. Może nasze doświadczenia pomogą komuś z Was spędzić miły wieczór? A my, lepiej zapamiętamy poszczególne miejsca. Zaczynamy.

- chipsy krewetkowe
- aperitif - wino śliwkowe Choy Silver
- przystawki - sajgonki krewetkowe i z wieprzowiną
- sorbet cytrynowy na zmianę smaku
- główne danie - pierś z kaczki na sałacie
Saldo: 89zł
Restaurację Kwai znam z telewizyjnego programu "Jak Piotr Przykazał" (Kuchnia.tv).
Klimatyczne wnętrze rekompensuje dziwne, nieprzyjazne wrażenia z wysokiej i stromej klatki schodowej. Dziwić może tylko jedno - w sobotnie popołudnie było zupełnie pusto.
Na powitanie dostaliśmy chrupiące chipsy krewetkowe i obszerną kartę. Trudno wybrać coś od razu, ilość dań jest naprawdę imponująca. Jako aperitif zamawiam znane z programu japońskie wino śliwkowe. Po chwili wiedziałam, że nie można było postąpić inaczej. Gęste, likierowate wino delikatnie mieszało się z kostą lodu - słodkie i wciągające. Sajgonki mogły być odrobinę mniej chrupiące, mogłabym też zostać ostrzeżona o ich temperaturze. Sos z ogórka nie przypadł mi do gustu, zalatywał po prostu octem i sosem rybnym. Miłą, niespotykaną niespodzianką był sorbet na "zmianę smaku" - prawie jak gratisowy deser, tylko nie w tym miejscu. Pierś z kaczki w imbirze... hm... chciałam przekonać się czy lubię kaczkę - otóż nie lubię - owszem, była soczysta i miękka, było jej naprawdę dużo, ale spodziewałam się czegoś bardziej egzotycznego, niżeli pierś, główka sałaty i papryka z ogórkiem pokrojona w nieprzyjazne paski; nawet owoce liczi nie poprawiły sytuacji.
Podsumowując. J. był zadowolony ze swojego zamówienia, każde z dań oceniłby pewnie na 10/10. Może to kwestia wyboru potraw? Mimo niepowodzeń Kwai oceniłabym na mocną 7 - za odkrycie cudownego wina, które już chłodzi się w lodówce mniam! Okazało się, że za całkiem niską cenę można je kupić np u PiP.
Klimatyczne wnętrze rekompensuje dziwne, nieprzyjazne wrażenia z wysokiej i stromej klatki schodowej. Dziwić może tylko jedno - w sobotnie popołudnie było zupełnie pusto.
Na powitanie dostaliśmy chrupiące chipsy krewetkowe i obszerną kartę. Trudno wybrać coś od razu, ilość dań jest naprawdę imponująca. Jako aperitif zamawiam znane z programu japońskie wino śliwkowe. Po chwili wiedziałam, że nie można było postąpić inaczej. Gęste, likierowate wino delikatnie mieszało się z kostą lodu - słodkie i wciągające. Sajgonki mogły być odrobinę mniej chrupiące, mogłabym też zostać ostrzeżona o ich temperaturze. Sos z ogórka nie przypadł mi do gustu, zalatywał po prostu octem i sosem rybnym. Miłą, niespotykaną niespodzianką był sorbet na "zmianę smaku" - prawie jak gratisowy deser, tylko nie w tym miejscu. Pierś z kaczki w imbirze... hm... chciałam przekonać się czy lubię kaczkę - otóż nie lubię - owszem, była soczysta i miękka, było jej naprawdę dużo, ale spodziewałam się czegoś bardziej egzotycznego, niżeli pierś, główka sałaty i papryka z ogórkiem pokrojona w nieprzyjazne paski; nawet owoce liczi nie poprawiły sytuacji.
Podsumowując. J. był zadowolony ze swojego zamówienia, każde z dań oceniłby pewnie na 10/10. Może to kwestia wyboru potraw? Mimo niepowodzeń Kwai oceniłabym na mocną 7 - za odkrycie cudownego wina, które już chłodzi się w lodówce mniam! Okazało się, że za całkiem niską cenę można je kupić np u PiP.
Subskrybuj:
Posty (Atom)









