niedziela, 16 sierpnia 2009

Kwei

Często jemy z J. na mieście. Staramy się, aby za każdym razem zajrzeć gdzie indziej, w Warszawie jest przecież milion restauracji. Może nasze doświadczenia pomogą komuś z Was spędzić miły wieczór? A my, lepiej zapamiętamy poszczególne miejsca. Zaczynamy.


- chipsy krewetkowe
- aperitif - wino śliwkowe Choy Silver
- przystawki - sajgonki krewetkowe i z wieprzowiną
- sorbet cytrynowy na zmianę smaku
- główne danie - pierś z kaczki na sałacie

Saldo: 89zł



Restaurację Kwai znam z telewizyjnego programu "Jak Piotr Przykazał" (Kuchnia.tv).
Klimatyczne wnętrze rekompensuje dziwne, nieprzyjazne wrażenia z wysokiej i stromej klatki schodowej. Dziwić może tylko jedno - w sobotnie popołudnie było zupełnie pusto.
Na powitanie dostaliśmy chrupiące chipsy krewetkowe i obszerną kartę. Trudno wybrać coś od razu, ilość dań jest naprawdę imponująca. Jako aperitif zamawiam znane z programu japońskie wino śliwkowe. Po chwili wiedziałam, że nie można było postąpić inaczej. Gęste, likierowate wino delikatnie mieszało się z kostą lodu - słodkie i wciągające. Sajgonki mogły być odrobinę mniej chrupiące, mogłabym też zostać ostrzeżona o ich temperaturze. Sos z ogórka nie przypadł mi do gustu, zalatywał po prostu octem i sosem rybnym. Miłą, niespotykaną niespodzianką był sorbet na "zmianę smaku" - prawie jak gratisowy deser, tylko nie w tym miejscu. Pierś z kaczki w imbirze... hm... chciałam przekonać się czy lubię kaczkę - otóż nie lubię - owszem, była soczysta i miękka, było jej naprawdę dużo, ale spodziewałam się czegoś bardziej egzotycznego, niżeli pierś, główka sałaty i papryka z ogórkiem pokrojona w nieprzyjazne paski; nawet owoce liczi nie poprawiły sytuacji.

Podsumowując. J. był zadowolony ze swojego zamówienia, każde z dań oceniłby pewnie na 10/10. Może to kwestia wyboru potraw? Mimo niepowodzeń Kwai oceniłabym na mocną 7 - za odkrycie cudownego wina, które już chłodzi się w lodówce mniam! Okazało się, że za całkiem niską cenę można je kupić np u PiP.

Brak komentarzy: