środa, 14 kwietnia 2010

พี่ czyli phi

Mam kolegę, który nie kupuje ubrań w kraju. Wychodzi na tym różnie, czasem nawet wychodzi z tego niezła dziura... jednak upiera się twardo przy swoim. Rozwiązaniem na niesprawiedliwą rzeczywistość okazał się internet i wintydżowe bluzy adidasa z... Tajlandii. Dla kolegi ubrania, a dla mnie niezwykłe znaczki:

1 komentarz:

zupaszczawiowa pisze...

ja kiedyś kupiłam przez ebay holgę z hong kongu. Paczka szła miesiąc, sierdziła naftą, przesyłka kosztowała więcej sama holga, ale dla samych znaczków i świadomości, że są z tak daleka było warto:)