Przewidując ogromne korki jakie zaczną sie zapewne już w środę przy wyjeździe ze stolicy, zorganizowałam sobie i J. wypad w moje rodzinne strony. Prawie trzy dni wspaniałych wzrokowych wrażeń, smacznego jedzenia, "miękkiej wody", słońca i 500 zdjęć!
Na pierwszy ogień poszedł
Kazimierz Dolny nad Wisłą, który zachwycić może wszystkich: artystów - gdyż plenerów jest tam mnóstwo, smakoszy - kultowa żydowska restauracja "u Fryzjera", a także sławny
kogut Sarzyńskiego, a ci, którzy preferują aktywny wypoczynek na pewno docenią wspinaczkę na Górę Trzech Krzyży,
Basztę i
Zamek.






To zdjęcie/miejsce trudno sklasyfikować więc opisuje je oddzielnie:
prom przez Wisłę między Janowcem, a Kazimierzem. Dzięki niemu razem z samochodem ( 8zł ) czy rowerem ( 5zł ) można szybko i sprawnie przepłynąć na drugą stronę.

Janowiec to w porównaniu z zatłoczonym
Kazikiem oaza spokoju. Kościółek z tej perspektywy wygląda sielankowo :).
Główny punkt wycieczki to
Zamek - niestety do 1 maja otwarty jest do godziny 16:00, więc nie było nam dane go zwiedzić (stąd brak zdjęć - w ramach protestu ), ale już od 1 maja, otwarty jest do 19:00 więc nie zrażajcie się. Nie można odmówić sobie wizyty w pobliskim dworku (świetny plener na zdjęcia ślubne) oraz widoków ze skarpy!


Gołąb jest oddalony od mojego rodzinnego miasta o jakieś 10 km. Niestety pomijany przez turystów, a mieści się w nim
Perła Renesansu -
domek loretański (prace pseudo-konserwatorskie w toku) oraz zabytkowy
Kościół i drewniana stacja kolejowa.

Na koniec zostawiliśmy sobie
Puławy, które poza mieszczącymi się tam Zakładami Azotowymi, które nakręcają całą gospodarkę lokalną, posiadają także wspaniały kompleks pałacowy (z pierwszym muzeum w Polsce), legendę o diable liczącym złote talary na kamieniu, diabelskimi i angielskimi schodami oraz 5 instytutami naukowymi.




A na koniec kilka słodkich zdjęć z domu rodziców :)



P.S. Weekend zakończył się brawurowo: dostałam pierwszy w swoim życiu mandat...i to za przekroczenie prędkości...niezła ironia biorąc pod uwagę fakt, że przed "suszareczką" J. przed pół godziny próbował przekonać mnie do przekroczenia 30 km/h :)